-->
.
no
no

Gdy alergia powoduje śmierć dziecka...

6 komentarzy
Gdy alergia powoduje śmierć dziecka...

Z przerażeniem śledzę pojawiające się co jakiś czas historie o tym, że jakiś alergik zmarł z powodu spożycia ukrytego alergenu. 

Zazwyczaj dotyczy to osób uczulonych na orzeszki ziemne, ponieważ ta alergia bywa niezwykle silna, a śladowe ilości orzeszków można spotkać w większości gotowych produktów. Czasem są to historie z restauracji, gdy początkujący kucharz pomylił sos, innym razem, że ktoś zjadł źle oznakowane słodycze. Zarówno dorośli, jak i dzieci z silną alergią pokarmową, która może prowadzić do wstrząsu anafilaktycznego, tak naprawdę codziennie ryzykują życiem - szczególnie jeśli chcą spożyć coś poza domem lub jakieś gotowe produkty. Strzykawka z adrenaliną nie zawsze pomoże - czasem wstrząs przebiega w tak ciężki sposób, że ani adrenalina, ani natychmiastowa reanimacja nie uratują alergika.

Wczoraj pojawiła się kolejna sprawa, która mną wstrząsnęła. W Wielkiej Brytanii zmarło 13-letnie dziecko, które cierpiało z powodu niezwykle silnej alergii na wiele produktów - w tym białka mleka krowiego. 

Tym razem jednak historia była inna - chłopiec ten nie zjadł przypadkiem ciastka zawierającego mleko, nie była to też wina błędu kucharki ani firmy produkującej słodycze. Tym razem chłopiec - alergik - doznał wstrząsu anafilaktycznego, ponieważ inne dziecko rzuciło w niego... plasterkiem sera. Zobaczcie, jak ekstremalna musiała to być alergia, że krótki kontakt z plasterkiem sera wywołał tak ciężką reakcję. Chłopiec był reanimowany, podano mu adrenalinę, zmarł jednak w szpitalu, po 10 dniach walki o jego życie. Podobno mały sprawca tej tragedii, czyli chłopiec, który rzucił w swojego kolegę tym felernym plasterkiem sera, został zatrzymany. Nie znam szczegółów tej sprawy, mam jednak nadzieję, że nie zdawał sobie z konsekwencji, jakie mógł wywołać jego żart.

Warto wspomnieć, że matka alergika przygotowywała mu codziennie posiłki w osobnych pojemnikach, tak, żeby na pewno nie zjadł nic uczulającego w szkole. Alergia byłą tak silna, że jedzenia chłopca musiało być trzymane w osobnej lodówce, miał osobne talerze i sztućce. Chłopiec też był już na tyle duży, że sam doskonale zdawał sobie sprawę, ze swoich problemów zdrowotnych i był świadomy ryzyka związanego z alergią. Wydawałoby się, że zachowano wszelkie możliwe środki ostrożności, żeby chłopiec mógł bezpiecznie uczęszczać do szkoły. Czy ktoś mógł przewidzieć rzucanie jedzeniem na stołówce?

Każdy taki przypadek uczy nas, że może trzeba poprawiać procedury lub jeszcze bardziej szerzyć wiedzę na temat alergii. 

Czy gdyby wszystkie dzieci w szkole uczestniczyły w pogadance, że alergia może być śmiertelna, to dałoby się uniknąć tej tragedii? Możliwe. Ale nie możemy przecież oczekiwać, że dzieci będą wszystko rozumieć, skoro nawet dorośli mają problem ze zrozumiem, że przy alergii na mleko dziecko nie może jeść nie tylko mleka, ale też sera czy budyniu.
Czy przy tak silnej alergii jedyne rozwiązanie to edukacja domowa? Nie da się trzymać dziecka pod kloszem przez całe dzieciństwo, dziecko potrzebuje kontaktów z rówieśnikami, swobody. Rodzicie alergików jednak napotykają wiele trudności - bardzo ciężko o zrozumienie ze strony szkoły, a także innych rodziców, szczególnie jeśli alergia jednego dziecka w klasie powoduje jakieś ograniczenia dla pozostałych uczniów. Wszystko zwykle spoczywa na ramionach rodziców - i wiąże się nie tylko z wielokrotnymi rozmowami, tłumaczeniem, ale też poczuciu, że stwarzają problemy.

Alergia traktowana jest przez społeczeństwo jako mało istotna "dolegliwość", tymczasem ta choroba znacznie bardziej utrudnia funkcjonowanie w normalnym życiu niż np. cukrzyca. Sama często spotykam z drwiącym uśmiechem, gdy proszę kelnera o informację na temat alergenów. A gdyby moje dziecko miało tak silną alergię jak opisywany chłopiec, to pewnie nigdy nie zaryzykowalibyśmy zjedzenia w restauracji, gdzie konieczne jest zaufanie do obcych osób, które mogą się po prostu pomylić. Ale czy zdecydowałabym się na edukację domową? Nie wiem, ale po tej historii moja wiara w bezpieczeństwo małych alergików poza domem znacznie się zmniejszyła...



Alergia na przedszkole - kurz, pleśnie i detergenty.

4 komentarze
Alergia na przedszkole -  kurz, pleśnie i detergenty.

Przedszkole przyjazne alergikom to marzenie każdej mamy alergika. Niestety, nie wszystkie placówki mogą być określane w ten sposób. Dlatego zobacz, na co warto zwrócić uwagę wybierając przedszkole dla dziecka z alergią.


Do napisanie tego tekstu skłoniła mnie historia mamy, która borykała się z poważną alergią u swojej córeczki. A wszystko zaczęło się w przedszkolu. Dziecko zaczęło chodzić do przedszkola w wieku ok 3 lat - i jak to zwykle bywa szybko zaczęło chorować. Nawracające infekcje, niekończące się katary i kaszel - a dla rodziców - konieczność siedzenia z dzieckiem w domu. Wielu z Was zna ten scenariusz i początkowo rodzice nie podejrzewali innych przyczyn niż standardowe przedszkolne infekcje. Jednak po kilku miesiącach nawracających chorób mama Ewy zauważyła pewną prawidłowość - katar pojawiał się praktycznie od razu po powrocie do przedszkola.

Pediatra zasugerowała alergię na pleśń - w domu na pewno tego problemu nie było, poza tym w domu dziewczynka czuła się dobrze. Wszystkie tropy zaczęły więc prowadzić prosto do przedszkola - kolorowe dywany, piękne naklejki na ścianach i wesołe rysunki skrywały tajemnicę starego budynku - musiała być w nim pleśń, która uczulała małą Ewę. Nie była widoczna, ale mogła też być ukryta w wentylacji, pod podłogą i w innych zakamarkach... 
Żeby uniknąć przykrych niespodzianek, rodzice alergików powinni bardzo starannie dobierać placówki edukacyjne dla swoich dzieci. Mam nadzieję, że mój tekst i historia małej Ewy pomogą Wam w wyborze odpowiedniego przedszkola.
alergia na przedszkole

Na co zwrócić uwagę wybierając przedszkole dla alergika


Alergia przedszkolaka na pleśnie

Tutaj czujność rodzica powinny wzbudzić od razu stare budynki, ze słabą wentylacją, znajdujące się częściowo w podpiwniczeniu, wilgoć wewnątrz pomieszczeń (można sprawdzić wilgotność miernikiem), ściany pokryte starymi tapetami lub wilgotne plamy na ścianach lub suficie. Warto też wcześniej szczerze porozmawiać z dyrekcją i obsługą przedszkola o alergii u dziecka i zapytać, czy w budynku nie było problemu z pleśnią. Grzyb na ścianach niestety jest bardzo trudny do likwidacji, dlatego nawet jeśli był zwalczany w przeszłości, to mogą być jakieś pozostałości, które będą szkodliwe dla zdrowia dziecka. Jeśli w budynku jest grzyb, najlepiej po prostu zmienić przedszkole - odgrzybianie jest bardzo skomplikowaną i kosztowną inwestycją, nie ma też gwarancji, ze grzyb zniknie na stałe. W wielu budynkach starego typu po usunięciu istniejących ognisk pleśni, może ona powrócić po kilku miesiącach. Pamiętajcie, że pleśń to nie tylko problem dla alergików, ale ich zarodniki są bardzo szkodliwe dla zdrowia i układu oddechowego także zdrowych dzieci i mogą powodować poważne problemy zdrowotne. 
przedszkole pleśń grzyb
Jesienią trzeba też zwrócić uwagę na przedszkolny ogród i plac zabaw - sterty zgniłych liści zalegające na trawnikach są niestety także siedliskiem różnego rodzaju uczulających grzybów. 

Alergia  przedszkolaka na roztocza

Wybierając przedszkole dla dziecka z alergią na roztocza kurzu domowego trzeba koniecznie obejrzeć dokładnie sale oraz porozmawiać z dyrekcją o metodach sprzątania. W niektórych przypadkach można dojść do porozumienia i ustalić pewne zmiany w wystroju czy umeblowaniu sali oraz metodach utrzymania czystości w przedszkolu. Zwróć uwagę na:

- obecność starych dywanów i wykładzin dywanowych – nawet regularne odkurzanie może być niewystarczające, w starych materiałach roztocza i ich odchody mogą być już trudne do usunięcia. Warto namówić dyrekcję na wymianę dywanu na nowy lub po prostu usunięcie go z podłogi i zastąpienie np. piankowymi matami.

- obecność licznych pluszaków - (czasem pamiętających jeszcze czasu PRL...) wcale nierzadki widok w niektórych przedszkolach, gdzie stare pluszaki zdobią półki z zabawkami – dzieci i tak się nimi nie bawią, są zwykle mocno zakurzone i stanowią siedlisko roztoczy – trzeba poprosić personel o usunięcie ich z sali, a w zamian przedszkole może będzie chciało przyjąć kilka nowych książeczek lub edukacyjnych zabawek.

- niedokładnie odkurzanie, odkurzacze bez odpowiednich filtrów – zwiedzając nowe przedszkole zwróć uwagę na kąty i różne zakamarki, czy nie gromadzi się tam kurz. Zapytaj też o rodzaj odkurzacza – akceptowalny jest z filtrem wodnym lub HEPA, odkurzacze starego typu ze zwykłymi workami nie filtrują mikroskopijnych odchodów roztoczy, które podczas odkurzania po prostu są wydmuchiwane z powrotem i mogą wywołać objawy alergii u Twojego dziecka.

- oczyszczacz powietrza (nie mylić z nawilżaczem) – jeśli Twoje dziecko ma silną alergię, a przedszkole spełnia zgodziło się na wprowadzenie powyższych zmian, to zapewne zgodzą się także na wstawienie do sali oczyszczacza. Oczyszczacze powietrza zdecydowanie zmniejszają ilość alergenów w powietrzu i pozytywnie wpływają na samopoczucie dziecka. Niektóre przedszkola może zgodziłyby się pokryć koszt jego zakupu, w innych przypadkach może być konieczny zakup przez rodziców.


Alergia przedszkolaka na detergenty i środki czystości

W przypadku takiej alergii objawy są częściej skórne (alergia kontaktowa), ale mogą wystąpić też objawy ogólne jak katar sienny czy astma. Przy tej alergii konieczny jest dokładne omówienie możliwych zmian z dyrekcją oraz z ekipą sprzątającą. Można powiedzieć, które środki czystości są bezpieczne dla Waszego dziecka i poprosić o ich stosowanie przynajmniej w kilku najbardziej newralgicznych miejscach – stolik dziecka w jadalni, stolik do prac plastycznych, czystość kranów, klamek i toalet, czyli miejsc, gdzie dziecko najczęściej dotyka gołymi rączkami. Wprowadzenie większych zmian (np. zmiana płynu do mycia podłogi) może być niestety dość trudne, ze względu na standardy higieniczne i zaufanie do chemicznych środków dezynfekujących i czyszczących. Na pewno łatwiej podjąć taką dyskusję w przedszkolach ekologicznych, których niestety nadal nie ma zbyt dużo, a opłaty są dość wysokie.

Jak widzicie, wybór przedszkola bezpiecznego dla alergika jest dość trudny i wymaga od rodziców dużej wiedzy na temat alergii ich dziecka oraz zdolności interpersonalnych - wiele rzeczy można ustalić z dyrekcją przedszkola, tak że nawet początkowo niezbyt dobrze rokujące przedszkole, po wprowadzeniu odpowiednich zmian stanie się miejscem przyjaznym Waszemu małemu alergikowi.

Dlatego jeśli Wasze dzieci wciąż chorują, szukajcie przyczyn. Czasem jest to po prostu słabsza odporność, ale nawracające infekcje są typowe także przy alergii. Może to właśnie przedszkole Waszego dziecka jest przyczyną objawów alergii? Pamiętaj, że dziecko spędza tam codziennie co najmniej kilka godzin – jeśli ma tam stale kontakt z alergenami, to jego stan zdrowia będzie się pogarszał i będą go męczyły objawy alergii.

Koniecznie przeczytajcie moją rozmowę z Anią, mamą wspomnianej na początku alergiczki, małej Ewy, myślę że jej doświadczenia mogą pomóc wielu rodzicom. 

alergia przedszkole

W jaki sposób zorientowaliście się, że problem tkwi w przedszkolu? 

Ania: Po raz pierwszy ostre kichanie i katar u Ewy pojawiły się po dwóch tygodniach chodzenia do przedszkola – we wrześniu. Oprócz tego miała kilka zmian na skórze, czerwoną skórę nad ustami, wysypki na nadgarstkach i wypieki w przedszkolu. Ale takie objawy skórne miewała już wcześniej po zjedzeniu jajka, orzechów i kilku innych produktów, więc nie wiązałam tego z alergią wziewną i ściśle z przedszkolem.

Ponieważ wszyscy straszyli mnie, że pierwszy rok dziecka w przedszkolu to niekończące się choroby, uznałam, że lekkie przeziębienie (sam katar i kaszel bez gorączki) „dopiero” po dwóch tygodniach przedszkola to niezły wynik. Jedyna rzecz, która dała mi wówczas do myślenia, to fakt, że katar, który dotychczas mijał Ewie pod 5-7 dniach, tutaj trwał 2 tygodnie i był na początku bardzo intensywny – lało jej się z nosa. Nigdy wcześniej nie przechodziła tak przeziębienia. Zanim zaczęła chodzić do przedszkola chorowała wyjątkowo rzadko.

Drugi raz taki sam scenariusz kichania i kataru pojawił się po kolejnych 3 tygodniach chodzenia do przedszkola i znów z jednej strony byłam zadowolona z frekwencji mojego początkującego przedszkolaka, a z drugiej, zaskoczona długością trwania „zwykłego” kataru i uciążliwością kaszlu. Ponieważ w listopadzie rodziło nam się kolejne dziecko, a w przedszkolu szalały ospa i mononukleoza, postawiliśmy zatrzymać Ewkę przez cały listopad i grudzień w domu.

W styczniu zaczęła się równia pochyła. Kichanie, a później dwa tygodnie kataru i silnego kaszlu mieliśmy już po dwóch dniach chodzenia do przedszkola. Przez następne cztery miesiące taki scenariusz pojawił się łącznie siedem razy. Zawsze po dwóch-trzech dniach pobytu w przedszkolu, zawsze bez gorączki. Ewa przeszła jeszcze w tym okresie ostrą grypę, jelitówkę i zapalenie ucha, po tym jak z niedoleczonym katarem wypuściłam ją do przedszkola.

Pierwszą i jedyną osobą, która zasugerowała nam, że problem może tkwić w przedszkolu i że jest to prawdopodobnie pleśń, była polecona przez koleżankę pediatra, do której przyszliśmy z grypą Ewy i której przy okazji opowiedziałam o naszych perypetiach katarowych. Zdecydowanie zaleciła nam przestać posyłać tam córkę, gdy odwiedziliśmy ją ponownie podczas szóstego epizodu kataru i osłuch oskrzeli Ewy wypadł bardzo źle (początki astmy). Wtedy postanowiliśmy dać ostatnią szansę przedszkolu i puścić do niego Ewę ostatni raz. Okazało się, że chociaż jest maj i piękna pogoda, katar znów pojawił po dwóch dniach. Więcej nie eksperymentowaliśmy. 

Moja wizyta w przedszkolu i rozmowa z przedszkolankami też nie rozjaśniła sytuacji. Pytałam, czy inne dzieci w grupie maja podobne objawy jak Ewa – raczej nie (później przypadkowo dowiedziałam się, że grupa Ewy była uznawana za najbardziej chorowitą w całym przedszkolu). Wykluczyłam wpływ roztoczy, bo w salach było naprawdę czysto, pluszowych zabawek bardzo mało, a wykładzina nowiutka. Panie przyznały, że łazienki dawno nie były remontowane i że remont planowany jest w najbliższe wakacje, ale gołym okiem nie było tam widać grzybów. Rozważałam jeszcze wpływ chemii (farb lub środków czystości), bo one również uczulają Ewę. Ale ponieważ chemiczne środki czystości stosowane są pewnie we wszystkich przedszkolach, zmiana placówki prawdopodobnie nie rozwiązywałaby wówczas problemu.

Czy robiliście dziecku testy alergiczne? Jeśli tak, to czy coś wykazały?

W styczniu feralnego roku (po trzecich urodzinach Ewy) rozpoczęłam z córką serię wizyt u różnych alergologów, szukając dobrego lekarza i rozwiązania gnębiącej mnie zagadki. Niestety trafiałam na słabych alergologów. Najgorsza lekarka przekonywała mnie, że świsty w oskrzelach, które właśnie słyszy to zapalenie oskrzeli (choć Ewa nie miała gorączki) i wypisała receptę na antybiotyk. Na szczęście nasza wspaniała pediatra następnego dnia dokładnie zbadała Ewę, wykluczyła zapalenie oskrzeli i wyprowadziła Ewę z tego stanu za pomocą sterydów wziewnych.

Robiliśmy z krwi (panel podstawowy) i skórne wziewne. W obydwu testach wyszła silna alergia na brzozę, olchę i leszczynę. W skórnych dodatkowo delikatne uczulenie na roztocza kurzu. W żadnych testach nie wyszła alergia na pleśnie (grzyby). Oprócz tego kilka alergii pokarmowych: na białko i żółtko kurze, na orzechy laskowe, ziemne, dorsza. 

Nasza wspaniała pediatra wyjaśniła nam, że w testach jest tylko kilka antygenów pleśni i grzybów, podczas gdy w przyrodzie są ich dziesiątki. I to, że w testach nie wychodziła Ewie alergia na żadne grzyby, nie świadczy o tym, że takiej alergii nie ma. 
Teraz rozumiem, że reakcja Ewy na pleśń w przedszkolu, była znacznie silniejsza od stycznia do maja niż na jesieni, najprawdopodobniej ze względu na pylenie leszczyny, olchy i brzozy w tym czasie, co dodatkowo nasilało objawy.
(*polecam przeczytać mój wpis o testach alergicznych u dzieci)

Na co zwracaliście uwagę szukając nowego przedszkola dla Ewy?

Na to, żeby nie znajdowało się w piwnicy (jak wiele prywatnych przedszkoli w naszej dzielnicy), ani w budowanych na przełomie lat 70-80 typowych dla Warszawy budynkach szkolno-przedszkolnych bez piwnic (poprzednie feralne przedszkole znajdowało się właśnie w takim budynku). Nowe przedszkole Ewy mieści się w budynku z lat 90tych (na parterze, I i II piętrze). Na jego stronie widniała informacja o tym, że zainstalowano w nim specjalny nowoczesny system wentylacji (ale nie jest to oczywiście klimatyzacja!). Jako matka dziecka uczulonego na pleśń, wiem też, że klimatyzacja nie jest najlepszym rozwiązaniem, dodatkowo nawilżaczy powietrza powinno się unikać jak ognia…

Czy w nowym przedszkolu bez problemu mogliście sprawdzić czy nie ma pleśni itp.?

Zostałam po nowym przedszkolu oprowadzona. Dostaliśmy też możliwość posyłania do przedszkola Ewy przez miesiąc próby, żeby sprawdzić jak reaguje na to nowe miejsce. Ciężko jednak sprawdzić czy w przedszkolu nie ma pleśni – w poprzednim feralnym przedszkolu też jej nie mogłam znaleźć. Być może można skorzystać z usług specjalnych firm odgrzybiających, ale tego nie próbowałam.

A teraz najważniesze pytanie - czy w nowym przedszkolu Ewa przestała chorować?

Tak! Zmiana przedszkola to było najlepsze, co mogliśmy dla Ewy zrobić. Ma świetną frekwencję w przedszkolu (chodzi już do niego prawie półtora roku). Niestety po tamtych seriach kataru i świstach w oskrzelach, a być może także z powodu wieku, alergia Ewy pogłębiła się i córka znacznie silniej niż przed trzecim rokiem życia reaguje na pyłki, chemię i niektóre pokarmy. Ktoś mógłby spytać czemu zwlekaliśmy tak długo ze zmianą przedszkola. Było kilka powodów. Po pierwsze Ewa dostała się do bardzo dobrego publicznego przedszkola, które miało świetne opinie. Wydawało mi się to niemożliwe, żeby w takim miejscu występował jakiś silny alergen. Poza tym było nam żal rezygnować z publicznego przedszkola.
Nie pomagało też to, że wszyscy dookoła - od znajomych po rodzinę - ciągle powtarzali, że to normalne i Ewa musi się wychorować. Co gorsza, mówili tak niektórzy alergolodzy.

Co radzisz innym mamom alergików poszukujących przedszkola?

Żeby nie myślały, że posyłając dziecko do dobrego przedszkola publicznego mogą spać spokojnie. ;)
Żeby nie dały sobie wmówić, że jeżeli dziecko choruje ciągle - znacznie częściej niż chorowało przed przedszkolem, że to jest normalne i musi się wychorować.
I żeby w razie czego nie bały się zmiany przedszkola. Nasza Ewka się szybko zaaklimatyzowała w nowym miejscu i wreszcie w pełni może korzystać z przedszkola i spędzać czas z dziećmi.


Historia Ewy na szczęście zakończyła się pozytywnie - ale ile jest dzieci, które mogą być uczulone na swoje przedszkola? Bądźcie czujni, nie obawiajcie się zadawać pytań dyrekcji i przedszkolankom, macie prawo wiedzieć, jakie warunki są w przedszkolnych salach.

A jak wygląda sytuacja w Waszych przedszkolach? Czy mieliście jakieś problemy związane z obecnością alergenów? 

Zachęcam do dyskusji w komentarzach!

Miejmy nadzieję, że w większości przedszkoli grzyby można będzie znaleźć tylko w takiej formie :)
Jeśli interesuje Was kwestia zaprowadzania chorego dziecko do przedszkola do zapraszam do poczytania mojego wpisu, czy chore dziecko można zaprowadzać do przedszkola.

pleśń w przedszkolu

Ten post dotyczy przede wszystkim alergii wziewnej i kontaktowej, o temacie przedszkola pod katem alergii pokarmowej będę pisać osobno, ponieważ jest to bardzo duży i ważny temat.

"Moja alergia" - Historie alergików, cz. V

1 komentarz
Za oknami bardziej wiosna niż zima, a szkoda, bo zima i śnieg to idealne warunki dla większości alergików. W oczekiwaniu na bardziej zimową zimę zapraszam Was do lektury - kolejna konkursowa historia mamy alergika - synek czytelniczki miał bardzo silną alergię na mleko - przebiegającą ze wstrząsem anafilaktycznym. Na szczęście jego mama radzi sobie z chorobą i ograniczeniami dietetycznymi, zobaczcie też, jak ważne jest trafienie na dobrego lekarza alergologa.


Nasze zmagania z alergią dziecka zaczęły się, gdy synek miał 3 mce. Zaczęło się od wykwitów na policzkach, zdiagnozowano AZS, ja przeszłam na dietę bezmleczną, maści ze sterydami podawane od czasu do czasu, zmiany skórne pod kolanami, w zgięciach łokci, za uszami. Czułam się całkiem sama, nie miałam dobrego lekarza, który by wyjaśnił, poprowadził… Metodą prób i błędów powolnie rozszerzaliśmy dietę. Jeden jedyny raz podałam mu kaszkę mleczną – od razu wszystko zwrócił, zrobił się calutki czerwony… Po podaniu odrobiny smażonego jajka (bo przecież najwyższa pora) podobna sytuacja z tym, że zaczął lecieć przez ręce i zasypiać – dziś wiem, że cudem nie wpadł w szok anafilaktyczny – wtedy nie wiedziałam więc może i dobrze, wiele nerwów mnie minęło… Kiedyś przez przypadek dotknął rączką rozlanego mleka, a na skórze od razu wyskoczyły bąble jak po pokrzywie. Nigdy więcej mu nie podałam mleka, choć lekarze kazali robić prowokacje. Jak się potem okazało miałam rację.
Pierwsze testy zrobiliśmy w wieku 1,5 roku (bo wcześniej nie ma sensu, dziecko za małe, ale za to można mu przecież zrobić testy niekonwencjonalne, nieinwazyjne wg pediatry – nie zgodziliśmy się). Wyszło bardzo silne uczulenie na mleko, produkty mleczne, białko jaja, orzechy, soję. Skali zabrakło na te produkty… A na wszystko inne też uczulenie, ale w znacznie mniejszym stopniu. Lekarka nie wierzyła, że dziecko dostaje pokrzywki jak tylko dotknie mleka, po testach złapała się za głowę i chciała nas zapakować do szpitala na obserwację (bo to książkowy przykład tak silnej alergii). Nie zgodziłam się. Z łaską wypisywała recepty na Bebilon Pepti, kazała być na diecie eliminacyjnej. I tyle. Adrenaliny nie dostaliśmy…
Ja nauczyłam się gotować bez mleka, śmietany, wyrzuciłam z domu wszystkie kostki rosołowe, których od czasu do czasu używałam, żywność przetworzoną, gotowe sosy itp.. Jako, że mam mamę na wsi to mam dostęp do świeżej, ekologicznej żywności. Zakupiliśmy specjalnie dużą zamrażarkę bo zapasy nam się nie mieściły w dotychczasowej, zaczęłam robić swoje dżemy, sałatki na zimę.. Powoli ogarnialiśmy temat jedzenia, nie stanowiło już to dla nas wyzwania jak na początku. Poza tym zauważyłam, że z niektórych alergii synek wyrasta, np. jabłka – na początku biegunki, bóle brzucha, teraz nic się nie dzieje, maliny – kiedyś wymioty, teraz wcina i jest dobrze.
Nowe problemy zaczęły się gdy miał ok. 2,5 roku. Zauważyłam, ze wypadają mu włosy. Diagnoza – łysienie plackowate. W najostrzejszym stadium choroby miał ok. 8 łysych placków na głowie. Powód – silny stres… Ale jaki??? Z pomocą dermatologa doszliśmy do wniosku, że tym stresem było pojawienie się młodszego brata, a zmiany na głowie zaczęły się jak młodszy miał ok. 7-8 miesięcy, wtedy zaczął być bardziej ruchliwy, trzeba było go mocniej pilnować i zwracać na niego większą uwagę. A osłabiony przez alergię układ immunologiczny starszego zareagował na stres w taki sposób.. Zaczęło się leczenie, włosy powoli zaczęły odrastać. Ale doszły zmiany na paznokciach – grzybica wykluczona, podobno tak jest przy łysieniu plackowatym…
Niedawno zmieniliśmy lekarza alergologa. Pani od razu wypisała nam adrenalinę. Leki
wyciszające alergię, bo zaczęły wychodzić też roztocza.. Powiedziała, wytłumaczyła i widzę, że bardzo dobrze trafiliśmy. Znaleźliśmy przedszkole, w którym pani dietetyk gotuje dla niego oddzielnie – jeśli w jadłospisie jest produkt mleczny, on dostaje zamiennik. Póki co nie było sytuacji, że coś z przedszkola mu zaszkodziło i cieszę się z tego bardzo. Obecnie syn ma 4 lata i 3 mce. Z karmieniem radzimy sobie świetnie, z przedszkolem również, mamy super panią doktor . Jedyne co mnie boli i sprawia mi trudność to w dalszym ciągu zmiany na paznokciach i pękające opuszki palców. Mimo stosowania wielu specyfików paznokcie ma w bardzo złym stanie (szczególnie u stóp). Z resztą dajemy radę.Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że młodsze dziecko ma uczulenia na roztocza. I to w takim stopniu jak starsze na mleko.. Astma, wziewy, sterydy.. Teraz uczę się ogarniać ten temat, ale nauczona poprzednim doświadczeniem od razu poszukałam kompetentnego lekarza. I chyba mi się udało.

"Moja alergia" - historie czytelników, cz. IV

1 komentarz
Kolejna wypowiedź konkursowa, ciekawa historia czytelniczki, u której alergia pokarmowa wróciła z dużą siłą po wielu latach spokoju. Tak niestety też może być...alergicy muszą być czujni całe życie!
Ja zmagam się z alergią pokarmową od urodzenia. Obecnie nie mogę mleka, jajek, soi, kakao, cytrusów, orzechów laskowych. Omijam też pszenicę, ale to nie ze względu na alergię, a dlatego, że działa ona niekorzystnie na nasze "alergiczne" jelita. Gdy byłam mała, bywało tak źle, że mogłam pić tylko wodę z cukrem. A nieuczulona byłam tylko na kilka produktów. Moja alergia zaczęła się wyciszać mniej więcej gdy byłam w wieku przedszkolnym, aż przeszła do totalnej remisji, która trwała kilkanaście
lat. W tym czasie mogłam jeść wszystko, tylko nie mogłam przesadzać, bo wtedy pojawiała się wysypka na rękach czy nogach, ale nie były to jakieś straszne ilości. Mój świat wywrócił się do góry nogami ok 5 lat temu, gdy nagle wszystko wróciło. Długo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Okazało się, iż teraz szkodzą mi tak małe ilości alergenów jak np. białka mleka w gotowych sosach czy lecytyna sojowa w ciastkach. Początki były bardzo ciężkie, ponieważ musiałam się nauczyć nie jeść niczego,
czego (dokładnego) składu nie znam. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że w szynce mogą być białka mleka...
Obecnie radzę sobie tak, iż trzymam restrykcyjną dietę i wszystko co się da, zastępuję sobie różnymi zamiennikami, jak mleko roślinne, bezglutenowe mąki itd. W pewnym sensie alergia wyszła mi na dobre, bo zaczęłam o wiele zdrowiej się odżywiać, poznałam bardzo dużo nowych składników, o których wcześniej nigdy nie słyszałam. Prowadzę też bloga (Alergiczka w kuchni), by innym też trochę pomóc. Tym bardziej, iż mieszkam na wsi i tutaj mało kto słyszał o roślinnym mleku czy nasionach chia.
Bardzo dobrze spisuje się u mnie też czystek, który sprawia, że jeśli już niechcący coś zakazanego zjem, to wysypka szybciej się goi.

"Moja alergia" - historie czytelników - częśc III

1 komentarz
Zapraszam do przeczytania z jakimi problemami związanymi z alergią u dziecka borykała się kolejna laureatka konkursu. Problemy jelitowe to częsty objaw alergii u niemowląt.

Jest 7 październik. Dokładnie 9 lat temu slubowalam mojemu mężowi, że nie opuszcze go aż do śmierci.3 lata i 10 miesięcy temu rodzilam synka5 miesiecy temu, urodziłam drugiego synka i tu niespodzianka:Od początku karmiony piersią i od początku około godziny po jedzeniu płacz dziecka, ból brzuszka i biegunka.Ponieważ nikt z rodziny nie jest alergikiem, absolutnie nie podejrzewalam że to może być przyczyną. Zrobiliśmy dziesiątki badań: posiewy, usg, analizy-wszystko bez zarzutu.A problem był...W końcu wpadłam na genialny pomysł!  To moja dieta powoduje te brzuszkowe rewelacje!Zaczęłam zapisywać dokładnie: co i o której jem, kiedy karmie i kiedy są objawy. Po 2 dniach było jasne. mleko, pomidory, jabłka na pewno sprawiają,że moje dziecko cierpi.Wykluczylam je z mojego menu. Problemy zniknęły. W kolejnych tygodniach jeszcze okazało się, że większość owoców i warzyw powoduje ból brzuszka i biegunkę. Je także odstawilam.Nadal karmie piersią. Tak restrykcyjna dieta, bez warzyw, owoców, nabiału skutkuje, ale jest bardzo dla mnie ciężka. mimo tego chce karmić piersią moje dziecko - przynajmniej rok. Aby w ten sposób dawać mu siłę, a nie okropnie pachnący nutramigen.Jeszcze nie wiem jak dam radę Wprowadzić dziecku pokarmy skoro warzywa i owoce powodują tak nieprzyjemne dolegliwości i boję się tego strasznie. Mam nadzieję że taki blog jak urok życia alergika pokaże mi, że można żyć z alergia

"Moja alergia" - historie czytelników - część II

Brak komentarzy
Aleks choruje (niestety znowu zaczął, a miałam nadzieję, że będzie lepiej po sanatorium) więc nie bardzo mam czas na pisanie nowych postów. Za to mam czas, żeby przekazać Wam kolejną konkursową historię jednej z czytelniczek bloga. Wiele z porad jest bardzo przydatnych, więc warto się zapoznać z jej listą.

"Moja walka z alergią rozpoczęła sie już we wczesnym dzieciństwie, początkowo chorowałam na AZS teraz już na AZS i astmę. Mój sposób na walkę z alergią pokarmową jak i wziewną to głównie:
-zdrowa dieta oraz eliminacja sporej ilości alergenów w moim przypadku
-stosowanie leków, głownie kontrola astmy, prowadzenie dzienniczka
-popularne kosmetyki zamieniłam na emolienty oraz kosmetyki do pielęgnacji skóry zmienionej chorobowo, lub skóry atopowej
-zrezygnowałam z pudrów oraz podkładów, moj makijaż zminimalizował się tylko do oczu i ust
-w zaostrzeniach korzystnie wpływa na mnie słońce lub solarium- ALE z umiarem oczywiście ze względu na dbałość o znamiona i szybsze starzenie się skóry
- kąpiele w letniej wodzie, na zmiane z prysznicami
-wyeliminowanie toników i żeli do twarzy i zamiana na emolienty
- stała kontrola u alergologa, pulmonologa
-wykonywanie specjalistycznych badań w poradniach
- rozwaga z wysiłkiem fizycznym, ale nie eliminacja- zamiast biegania zamieniam je na ćwiczenia rozciągające lub treningi na macie do ćwiczeń
-wiosną i latem unikam pyłków
-omijam zwierzęta :( ze względu na sierść
- raz w roku wyjazd nad morze na minimum 3 tygodnie, niestety góry mi nie służą.....w planie częste wyjazdy, kilka razy do roku, ale krótsze dla porównania
- metoda mokrych opatrunków
-unikanie detergentów- zarówno ich wdychania jak i kontaktu ze skórą- sprzątanie w rękawicach
-nie stosowanie używek, a zwłaszcza papierosów
-unikanie stresu- fatalnie wpływa na stan zdrowia...
 i wiele wiele innych..."

"Moja alergia" - historie czytelników część I.

2 komentarze
Podczas konkursu poprosiłam Was o przesłanie mailem swoich "alergicznych" historii i sposobów radzenia sobie z alergią. Poniżej publikuję pierwszą z tych historii, przesłaną przez jedną z laureatek konkursu - jak widzicie nie ma szczęśliwego zakończenia, alergia nie odpuszcza autorki i nadal męczy, wciąż się zmienia. U mnie niestety przebieg alergii był/jest trochę podobny, nie wiadomo co i kiedy uczuli, a alergia wciąż się zmienia.
"Moja walka z alergią zaczęła się kilkanaście lat temu... Katar czy oczy dokuczają mi dość rzadko, a jeśli już to nieszczególnie mnie denerwują... najgorsze jest uczulenie... początkowo stosowałam różnego rodzaju kremy, maści, zioła... babcine sposoby... następnie dieta z wykluczeniem tego, co uczula, specjalistyczne kosmetyki do mycia i pielęgnacji skóry. Później znalazłam taki swój sposób, który co prawda nie jest dobry, ponieważ przy AZS nie należy myć się zbyt ciepłą wodą, ja wchodziłam pod prysznic i polewałam się najgorętszą wodą jaka tylko była w kranie... pomagało na jakąś godzinę, a wykonane przed snem pozwalało zasnąć... stosuję tę metodę do dziś, kiedy nie działają leki. Kiedy w zeszłym roku pojechałam w wakacje za naszą wschodnią granicę, odkryłam Olej z Rokitnika - jest cudowny! Idealnie nawilża i goi rany, które wyrządza na moim ciele AZS, więc to jest kolejny taki mój sposób.
Najtrudniejsze w walce z tą chorobą uważam to, że tak naprawdę jest to walka z wiatrakami... nie można jej zwalczyć, nie można przewidzieć kiedy i co "zaatakuje".
Kiedy byłam dzieckiem i nastolatką uczulenie miałam w zgięciach rąk i nóg.
Lato było najgorsze, ponieważ wstydziłam się takich popękanych ran... nosiłam tylko długie spodnie i jeszcze pogarszałam stan skóry bo bardziej się pociła... Później uczulenie zaczęło przenosić się w górę... teraz atakuje szyję, twarz, powieki... Aktualnie mam 25 lat i nawet nie posiadam w domu podkładu, ponieważ nie mogę się malować, gdyż wtedy to wygląda jeszcze gorzej, oddziela się, a sucha skóra odstaje. Przez kilka dni wyglądam jak "normalny" człowiek, następnego budzę się ze swędzącymi plackami. Nieprzewidywalność tej choroby również jest trudna."
Serdecznie pozdrawiam autorkę i życzę wytrwałości w walce z alergią!
no
no