.
no
no

Wyrastanie z alergii i ciasteczka dla alergika - bez mleka, jajek, glutenu

7 komentarzy
Wyrastanie z alergii i ciasteczka dla alergika - bez mleka, jajek, glutenu
Wreszcie dobre wieści. Mój mały alergik zaczyna powoli tolerować niektóre z dotychczasowych alergenów. 


Mam nadzieję, że wreszcie zaczął wyrastać ze swojej alergii pokarmowej.


Jak pisałam wcześniej, alergia na zboża to jest nasz podstawowy problem. Aleks ma już prawie 3 lata, a jego dieta dotychczas opierała się głównie o dwa gatunki zbóż - kukurydzę i teff (nie licząc prób prowadzenia różnych innych zbóż co jakiś czas - z marnym skutkiem). 

Prowokacji prosem nie robiliśmy już chyba 8 miesięcy więc nadeszła pora na kolejną próbę.
Od trzech tygodni podaję Aleksowi niewielkie ilości mąki jaglanej i kaszę jaglaną. Jak na razie - nie wystąpiła żadna istotna reakcja. Poprzednio reakcje w postaci silnej wysypki pojawiały się już po 2-3 dniach próby wprowadzenia tego zboża do diety.

Tak więc trzymajcie proszę kciuki, bo wreszcie powiało nadzieją, że jego dieta będzie bardziej urozmaicona i do tego prostsza w utrzymaniu! 



Z tej okazji przedstawiam przepis na prościutkie i smaczne kruche ciasteczka dla alergika.




Składniki:
mąka kukurydziana - 1 szklanka
mąka teff - 1/4 szklanki
mąka jaglana - 1/4 szklanki
skrobia kukurydziana - 1/4 szklanki
oliwa z oliwek - 5 łyżek
olej kokosowy - 3 łyżki
cukier  (trzcinowy, nierafinowany) - 3 łyżki (wersja szybsza ale mniej zdrowa:) lub daktyle (10 sztuk, namoczone/ugotowane i zmiksowane)
1/4 szklanki wody (jeśli używamy zmiksowanych daktyli to można pominąć)
szczypta soli
chrupki kukurydziane lub płatki kukurydziane - drobno pokruszone (1/2 szklanki) - pełnią funkcję "spulchniacza", alternatywnie można użyć 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Mieszamy dokładnie wszystkie suche składniki (oprócz chrupek kukurydzianych), następnie dodajemy mokre składniki i dokładnie wyrabiamy. Na sam koniec dodajemy pokruszone chrupki, mieszamy.
Wkładamy ciasto do lodówki na 15 minut, przykrywamy folią. Wałkujemy na grubość 3-4mm, wycinamy ciasteczka, pieczemy w temp ok 170C (termoobieg) przez 15-20 minut. Smacznego!




Kupa kupa kupa, czyli kilka sposobów na zaparcia

3 komentarze
Była sobie pewna dziewczynka imieniem Nicki, która nie chciała robić kupy. Rzekomo z oszczędności, ale Bóg raczy wiedzieć, jakie były prawdziwe powody. Nie pomagała perswazja, ani masaż brzuszka. Dziewczynka nie robiła kupy tak długo, że pewnego dnia kupa zwyczajnie eksplodowała brudząc wszystko dookoła.
Historia o Nicki jest ulubioną książką* mojej córki. Nie wiem na ile podoba jej się opowieść sama w sobie, a na ile utożsamia się z bohaterką. Bo do niedawna problem z kupą dotyczył i nas.


Zaparcia u Bianki zaczęły się już w wieku niemowlęcym, bo około 7-8 miesiąca życia. Początkowo kupa pojawiałasię raz na kilka dni (rekord to 10 dni!), ale według wszystkich poradników może to być zjawisko normalne. Później jednak wypróżnienia zaczęły być bardzo bolesne. Nie będę opisywać cierpień mojej córki, bo jeśli czytacie ten wpis to z dużym prawdopodobieństwem przeżywaliście to samo z waszymi dziećmi. Co zrobiliśmy, żeby małej ulżyć? Doraźnie stosowaliśmy czopek glicerynowy, a w celu zapobieżenia zwiększyliśmy ilość oleju rzepakowego w posiłkach. Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy. Nie na długo  jednak, bo problem kup wrócił: wypróżnienia następowały raz na kilka dni i odbywały się “seriami”, czyli jedna kupa po drugiej, i tu znowu szliśmy na rekord (rekord to 7 kup z rzędu). Nie muszę chyba mówić, że dla nas był to koszmar, bo w przypadku nieodpieluchowanego dziecka oznaczało to spędzanie około godziny na zmianie pieluch jedna po drugiej (Bianka za nic nie chciała usiąść na toaletę czy nocnik, nie było też mowy o tym, żeby dołożyła kupę do tej, którą już w pieluszce ma). Na domiar złego znowu pojawiła się bolesność.

Dlaczego tak się dzieje? Być może ten model tak ma, czyli po prostu organizm wykazuje większą tendencję do zaparć. Być może usłyszała kiedyś, jak jakiś dorosły mówi z obrzydzeniem “O fuj, kupa!” i postanowiła, że ona będzie “cacy”, a nie “fuj”. A może robienie twardej kupy było na tyle bolesne, że dziecko po prostu boi się bólu. Tak czy siak natychmiastowa pomoc jest pilnie potrzebna.

Co zatem robić, gdy nasze dziecko ma zaparcie? Jeśli nie jest to sprawa przewlekła to wystarczy, że podamy dziecku czopek glicerynowy, a w diecie zwiększymy ilość oleju rzepakowego/oliwy. Dobrze jest oczywiście podać suszoną śliwkę do jedzenia czy wywar z takich suszonych śliwek (owoce zalewamy wodą i tę wodę podajemy do picia). Oczywiście jeśli dziecko nie jest na śliwki uczulone. W naszym przypadku świetnie sprawdziła się również ciekła parafina podana na łyżeczce do picia (około ⅓ łyżeczki do herbaty). To polecam wtedy, gdy czopki możemy wsadzić, ale co najwyżej sobie… Parafina naprawdę okazała się strzałem w dziesiątkę.

Zaparcia przewlekłe, czyli coś, co dotyczyło właśnie naszego dziecka, często mają dodatkowo podłoże psychiczne. Czyli dziecko po prostu nie chce robić kupy, bo kojarzy to z bólem. Wtedy musimy zadziałać długofalowo. W sukurs przyszły dwa preparaty farmakologiczne polecone przez pediatrę. Znajdziemy je w aptece bez recepty, a są to laximed i laktuloza. Można je stosować łącznie, ale ja radziłabym zacząć od laktulozy (bo po pierwsze smaczniejsza, po drugie tańsza, polecam lek Duphalac), a jeśli ona sama nie pomaga to włączyć laximed do czasu uregulowania “sprawy” (laximed ma postać kapsułki, którą musimy otworzyć i wymieszać z jedzeniem lub piciem; niestety dla mojego dziecka smak laximedu jest wyczuwalny i nie do przyjęcia). Przy czym ważna uwaga: leczenie takich zaparć musi trwać około 3 miesięcy, bo taki długi okres pozwoli dziecku zapomnieć o bólu. Ważna uwaga numer 2: laktuloza nie uzależnia, więc nie ma się co martwić, że nasz maluch będzie się jej później domagał.

Wsparciem w “terapii kupowej” mogą być książeczki - zarówno ta wspomniana we wstępie, jak i inne o podobnej tematyce. Lektury nie tylko sprawiają radość maluchom, ale też pomagają oswoić się z kupą, a nawet robienie kupy polubić (moja córka jużnie mówi, że kupa jest fuj, ale uważa, że jej kupa jest śliczna). Nie wiem też na ile książki te pomogły nam pożegnać się z pieluchą, bo fakt jest taki, że przed skończeniem 2 i pół roku Bianka załatwia się sama na toaletę. Podwójny sukces, którego i życzę wszystkim borykającym się z zaparciami.


Kinga Brzezińska
na dzień dzisiejszy przede wszystkim mama, 2,5-letniej Bianki oraz 10-miesięcznego Leona.
http://www.facebook.com/kinga.brzezinska


*Alex Schulman, Emma Adbåge, Kupa kupa kupa, wydawnictwo Czarna Owieczka
no
no