-->
.
no
no

Targi Ekocuda - relacja

5 komentarzy
Targi Ekocuda - relacja
Setki ekologicznych i naturalnych kosmetyków w jednym miejscu? Tylko na targach Ekocuda :-)
W tym roku miałam przyjemność odwiedzić te targi - wiedziałam, że liczba wystawców będzie duża, ale nie spodziewałam się aż takiej ich liczby.
Stoiska z ekologicznymi i naturalnymi kosmetykami zajmowały 2 piętra. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie - były tam zarówno proste kosmetyki jak mydła w kostce czy naturalne oleje, jak i złożone kosmetyki o bogatym, ale naturalnym składzie. Dopełnieniem były stoiska z kolorowymi kosmetykami, które także mogą mieć dobry skład i jednocześnie właściwości upiększające.


Dlaczego warto było się wybrać na targi Ekocuda?

Przede wszystkim można zobaczyć, ze rynek kosmetyków naturalnych rozwija się bardzo prężnie, nie są to już kosmetyki niszowe, są już powszechnie dostępne w wielu drogeriach czy nawet niektórych marketach.
Dodatkowo oprócz kosmetyków byli także wystawcy oferujący naturalne środki czystości - alternatywa dla osób, które nie chcą stosować chemicznych środków, a soda i ocet nie są dla nich wystarczające. Niestety nie miałam tyle czasu, żeby porozmawiać z każdym z wystawców, ale udało mi się przyjrzeć kilku ciekawym markom, których wcześniej nie znałam.

Niewątpliwą zaletą targów była możliwość obejrzenia i przetestowania różnych kosmetyków w jednym miejscu - zapach, konsystencja, te kwestie też przecież mają znaczenie przy wyborze dobrego kosmetyku. Można było też oczywiście od razu zakupić produkty, w wielu przypadkach po atrakcyjnych cenach.

Cieszę się, że coraz więcej osób stara się dbać o siebie i swoje otoczenie ograniczając stosowanie składników chemicznych - może dzięki temu epidemia alergii zacznie kiedyś przemijać. Mam nadzieję, ze będę miała okazję wybrać się na kolejną edycję Ekocuda - a odbędzie się ona już niebawem, wiosną 2018 roku

targi ekocuda

ekocuda targi

ekocuda

ekocuda

ekocuda targi

targi ekocuda

ekocuda
.

Co zrobić z choinką po świętach?

Brak komentarzy
Co zrobić z choinką po świętach?

Sztuczna choinka - czy wyrzucić ją na śmietnik?


Jeśli już masz sztuczną choinkę, to nie wyrzucaj jej - święta ze sztuczną choinką niczym się nie różnią od świąt z żywą choinką, najważniejsza jest w końcu miła rodzinna atmosfera. 

Jednak jeśli dopiero stoisz przed wyborem choinki, to zakup sztucznej choinki z punktu widzenia dbania o środowisko nie jest dobry. 

Produkcja sztucznych choinek powoduje emisję zanieczyszczeń nieprzyjaznych środowisku, zwykle prowadzona jest w Chinach, gdzie troska o środowisko jest na bardzo dalekim planie. Dodatkowo towar musi być transportowany przez tysiące kilometrów, wymagając zużycia paliwa. 
Oprócz produkcji fatalnie wygląda także utylizacja takich choinek - zrobione są zwykle z wielu różnych materiałów i są trudne do recyclingu, zwykle lądują więc w kontenerze jako odpady zmieszane, a następnie na wysypisku lub w spalarniach śmieci, przyczyniając się do pogorszenia jakości i tak już zanieczyszczonego powietrza. 

Sztuczna choinka - upcycling

Jeśli chcesz się pozbyć swojej sztucznej choinki, zamiast wyrzucać ją na śmietnik spróbuj ją przetworzyć - może uda Ci się wykonać z jej gałązek świąteczne stroiki lub wieniec na cmentarz? Można też pokusić się o wykonanie ze starej choinki zupełnie nowego drzewka o mniejszych rozmiarach i gęstych gałązkach. Drugie życie takiej choinki może być bardzo ciekawe. Pocięte “igliwie” sztucznej choinki może też przydać się do ciekawych prac plastycznych.


Żywa choinka - naturalny wybór


Żywa choinka sprawia, że święta zyskują naturalny zapach lasu. Jest to niewątpliwie zaleta żywego drzewka. Jednak na tym się nie kończy - żywa choinka jest po prostu bardziej ekologiczna. Obecnie choinki bardzo rzadko są kradzione z lasów - kupowanie żywej choinki nie wpłynie więc negatywnie na liczbę drzew w naturalnych lasach. Choinki dostępne na rynku zazwyczaj uprawiane są na plantacjach - niewiele różnią się wiec od uprawy innych roślin. W miejsce ściętych choinek sadzone są po prostu nowe. Choinki rosną na plantacjach latami - i w tym czasie przyczyniają się do oczyszczania powietrza tak jak drzewka iglaste naturalnie rosnące w lasach. Można całą rodziną wybrać się na taką plantację i wybrać swoją wymarzoną choinkę - wiadomo wtedy, ze taka świeżo ścięta postoi naprawdę długo. Plantacje choinek są to w zasadzie niewysokie młodniaki, które świetnie oczyszczają powietrze. Choinki dostępne w punktach sprzedaży w miastach są kupowane albo bezpośrednio z nadleśnictwa, albo od prywatnych plantatorów. Jeśli masz wątpliwości, czy sprzedawca posiada choinki z legalnego źródła po prostu zapytaj o źródło ich pochodzenia i dokumenty. Uczciwy sprzedawca na pewno bez problemu je pokaże.

gdzie wyrzucić choinkę
Nieważne czy żywa czy sztuczna - zawsze sprawia, że pojawia się magia Świąt.

Gdzie wyrzucić choinkę po świętach?

Utylizacja uschniętych choinek po świętach jest możliwa na wiele sposobów - w miastach często organizowane są zbiórki choinek, zbierane są one przez miasto i wykorzystywane np. do spalania w elektrociepłowniach, dostarczając energii podobnie jak węgiel, lub przetwarzane są na organiczny nawóz. Ważne jest wiec, żeby nie wyrzucać choinki do kosza, tylko poczekać na zbiórkę odpadów zielonych lub dowiedzieć się, gdzie w naszym mieście organizowana jest zbiórka.

Choinka w doniczce - nie trzeba jej wyrzucać po świętach


Można też kupić choinkę w sklepie ogrodniczym w doniczce. Pamiętaj tylko, że taka większa choinka w doniczce jest bardzo ciężka - donica musi być duża, żeby zmieścić system korzeniowy drzewka. Te w małych doniczkach mają zwykle pocięty system korzeniowy, więc po świętach i tak uschną. Zakup choinki w doniczce wydaje się jednak idealnym rozwiązaniem - po świętach możemy choinkę po prostu posadzić na działce lub podarować komuś kto ma ogród. Jeśli nie mamy działki, a drzewko nie jest zbyt duże może tez stanowić całoroczną ozdobę naszego balkonu. W Internecie prowadzone są też akcje, w których można choinkę w doniczce oddać komuś, kto ma możliwość ją zasadzić.

A jaka choinka jest lepsza dla alergików? O tym napiszę już wkrótce :)


Gdzie wyrzucić choinkę po świętach

Numer ICE w telefonie - konieczny nie tylko przy alergii

Brak komentarzy
Numer ICE w telefonie - konieczny nie tylko przy alergii

Alergicy są narażeni na potencjalne stany zagrożenia życia częściej niż zdrowe osoby. Najniebezpieczniejszy jest oczywiście wstrząs anafilaktyczny, który przy braku udzieleniu odpowiedniej pomocy medycznej może spowodować śmierć.



Większość alergików, u których może wystąpić wstrząs anafilaktyczny posiada przy sobie adrenalinę w automatycznej strzykawce, która w takich stanach może uratować życie. Co jednak jeśli wstrząs rozwinie się nagle i nie zdążymy sięgnąć do torby po strzykawkę lub po prostu nie będziemy jej mieć przy sobie? Osoby postronne oczywiście nie są w stanie stwierdzić, że dana osoba padła ofiarą anafilaksji, a żeby uratować życie liczy się każda sekunda. Jeśli ratownicy medyczni dojadą na miejsce, to także zanim postawią diagnozę i zdecydują o konieczności podania adrenaliny, przygotują leki mijają kolejne cenne sekundy.

ICE alergia

ICE - In Case of Emergency - numer telefonu do bliskiej osoby


Każdy z nas posiada jednak przy sobie telefon - i on może pomóc uratować życie. Jeśli po poinformowaniu pogotowia ratunkowego osoba znajdzie wśród kontaktów numer oznaczony jako ICE (skrót od "in case of emergency") to warto na niego zadzwonić i poinformować bliską osobę poszkodowanego o sytuacji - wtedy na pewno powie ona że pacjent ma alergię i może to być wstrząs anafilaktyczny. Taka informacja może bardzo pomóc ratownikom, gdy dojadą już na miejsce i skróci czas konieczny do podania leków.

Posiadanie numeru ICE w telefonie znacznie też ułatwia służbom medycznym czy policji kontakt z bliskimi poszkodowanego w razie potrzeby. Szybki kontakt z bliską osobą umożliwia uzyskanie dodatkowych na temat zdrowia, chorób przewlekłych i innych cennych danych.

ICE jest oznaczeniem ogólnoeuropejskim, więc może być przydatny także podczas pobytu za granicą

Koniecznie dodaj dane kontaktowe oznaczone "ICE" do swojego telefonu


Jeśli jeszcze nie wpisałeś do swojego telefonu kontaktu do bliskiej osoby jako ICE - zrób to teraz.


UWAGA - jeśli masz telefon chroniony przed blokadą wpisanie numeru ICE do kontaktów nic nie da, bo nikt postronny nie odblokuje twojego telefonu. Rozwiązaniem może być zapisanie tego numeru jako elementu tapety na telefonie. Niektóre modele telefonów umożilwiają też dodanie numeru ICE w taki sposób, że dostęp do niego jest możliwy bez odblokowania telefonu. Innym pomysłem jest zapisanie numeru na naklejce z tyłu telefonu, warto wtedy dopisać informację o alergii i anafilaksji.

Mam nadzieję, że nigdy nie będziecie musieli korzystać z tych opcji, ale lepiej być przygotowanym.

ICE alergia anafilaksja


Kalprotektyna przy stanach zapalnych jelit, alergii i nietolerancji pokarmowej.

7 komentarzy
Kalprotektyna przy stanach zapalnych jelit, alergii i nietolerancji pokarmowej.
Alergicy borykają się z różnymi problemami, nie tylko katar, kaszel czy zmiany skórne, ale często też problemy jelitowe - szczególnie przy alergii pokarmowej. Czasem te objawy mogą oznaczać też poważniejsze choroby niż alergia - dlatego przy dolegliwościach ze strony przewodu pokarmowego warto upewnić się, czy bóle brzucha czy biegunki na pewno nie wynikają z poważniejszej choroby niż alergia pokarmowa.

Obecnie coraz więcej laboratoriów oferuje specjalistyczne testy ELISA, które określają stężenie kalprotektyny w kale. Pomagają one w bezinwazyjny sposób potwierdzić lub wykluczyć stan zapalny jelit. 


Co to jest kalprotektyna?

Jest to marker, którego stężenie wzrasta m.in. w zmianach zapalnych ale też nowotworowych. Należy ona do białek S100, składających się z dwóch podjednostek, które tworzą kompleks heterodimerów. Występuje ona przede wszystkim w neutrofilach. Podczas procesów zapalnych, pobudzone neutrofile wydzielają kalprotektynę, która jest czynnikiem antyproliferacyjnym oraz przeciwbakteryjnym.

Kalprotektyna hamuje metaloproteinazy bakteryjne, ogranicza także przyleganie pategennych bakaterii do śluzówki jelita, stąd jej stężenie wzrasta także przy infekcjach jelitowych. Co istotne powoduje ona także migrację neutrofili do miejsca w którym toczy się stan zapalny. Kalprotektyna zwiększa ponadto zdolność neutrofili do fagocytowania, czyli "zjadania" chorobotwórczych bakterii.

Badanie stężenia kalprotektyny w kale umożliwia odróżnienie poważniejszych schorzeń jelit od zespołu jelita drażliwego (IBS) i innych mniej poważnych schorzeń jak np. alergia pokarmowa, które jednak także powodują przykre dolegliwości jak biegunki czy bóle brzucha. Takie badanie może w pewnych sytuacjach ograniczyć konieczność wykonywania kolonoskopii, która nie jest zbyt przyjemnym badaniem ;-)


Co daje badanie kalprotektyny w kale?

W dużym skrócie - dzięki badaniu poziomu kalprotektyny można odróżnić IBS (czyli zespół jelita drażliwego) lub inne łagodniejsze stany zapalne od poważniejszych stanów zapalnych i chorób jelit np. nieswoistych zapaleń jelit (IBD).
Podczas stanu zapalnego jelit większa liczba leukocytów przedostaje się do światła jelita, przez co zwiększa się też stężenie kalprotektyny w kale. Przy łagodnych schorzeniach to stężenie jest niewielkie, natomiast przy poważnych nieswoistych zapalenie jelit (IBD) może dochodzić do znacznego wzrostu stężenia kalprotektyny. IBD czyli nieswoiste zapalenie jelit to grupa poważnych chorób, w której dochodzi do rozszczelnienia bariery jelitowej (rozluźnienie ścisłych połączeń między enterocytami). Wtedy do światła jelit przenika więcej leukocytów i stąd wzrasta stężenie kalprotektyny. To stężenie może wzrastać także przy nowotworach jelit i innych poważnych schorzeniach, dlatego nie powinno się bagatelizować nieprawidłowego wyniku i postępować zgodnie ze wskazaniami lekarza.


Kalprotektyna - normy

U zdrowych osób kalprotektyna wykrywana jest tylko w śladowych ilościach.
  • Wynik <50 μg/g - oznacza wynik prawidłowy, a dolegliwości mogą wynikać np. z zespołu jelita drażliwego
  • Wynik pomiędzy 50 a 150 μg/g - jest to wynik lekko dodatni, wskazana jest oczywiscie konsultacja z lekarze, warto powtórzyć badanie po kilku tygodniach i obserwować stan. W tym przedziale mogą też mieścić się wyniki osób cierpiących z powodu stanów zapalnych jelit o podłożu bakteryjnym, pasożytniczym ale też powodowanych przez nietolerancje pokarmowe (np. celiakię) i alergie pokarmowe (głównie u dzieci) - wykazano m.in. podwyższone stężenie kalprotektyny w kale u dzieci z alergią na białka mleka krowiego. 
  • Wynik powyżej 150 μg/g - dodatni - wskazuje na istniejący stan zapalny w obrębie jelit - może być spowodowany poważnymi schorzeniami, trzeba wykonać dodatkowe badania diagnostyczne, żeby ustalić konkretną przyczynę i wdrożyć leczenie. 
Uwaga - U dzieci normy mogą być nieco inne, szczególnie u niemowląt, u których śluzówka jelita nie jest w pełni dojrzała. Niektóre laboratoria nie wykonują badań u dzieci poniżej 4 lat, ponieważ wyniki mogą być niewiarygodne. Dlatego jeśli kalprotektyna jest badana u dziecka, a wynik będzie bardzo wysoki nie martwcie się na zapas - trzeba po prostu skonsultować się z dobrym lekarzem (najlepiej gastroenterologiem). U dzieci i niemowląt z alergią często występuje silne podrażnienie jelit (pojawia się śluz, czasem nawet nitki krwi) - wtedy zazwyczaj kalprotektyna będzie podwyższona, odzwierciedlając reakcję zapalną jelita, jednak nie musi oznaczać poważniejszych chorób. Jeśli po wprowadzeniu diety eliminacyjnej stan jelit się poprawi, wynik także powinien być lepszy po pewnym czasie.

Główne wskazania do testu

Najczęstsze wskazania do badania kalprotektyny w kale to objawy ze strony przewodu pokarmowego takie jak nawracające biegunki, krew lub śluz w kale, bóle brzucha lub spadek apetytu. Badanie może być przydatne przy diagnostyce takich schorzeń jak:

  • podejrzenie choroby Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego
  • stany zapalne jelit
  • odróżnienie IBD (nieswoiste zapalenie jelit) od IBS (zespół jelita drażliwego)

Kalprotektyna przy alergii

Dotychczas nie przeprowadzono zbyt wielu badań, które by potwierdzałyby korzyści z badania poziomu kalprotektyny przy alergii pokarmowej. Znalazłam jednak ciekawe publikacje, które wskazują, że kalprotektyna jest podwyższona u dzieci z alergią na białka mleka krowiego, zarówno w przypadku alergii IgE-zależnej jak i IgE-niezależnej. Natomiast po zastosowaniu diety eliminacyjnej (bez białek mleka krowiego) poziom kalprotektyny u badanych dzieci znacznie spadał - co wskazuje że stan jelit ulegał poprawie w wyniku zastosowania diety eliminacyjnej. Co ciekawe, poziom kalprotektyny był znacznie wyższy u niemowląt z alergią IgE-niezależną i u nich też spadek stężenia kalprotektyny w kale był większy w wyniku zastosowania diety eliminacyjnej.

Kalprotektyna przy celakii

Dane dotyczące badania stężenia kalprotektyny przy celiakii (nietolerancji glutenu) są dość ograniczone. Ponieważ jednak nieleczona celiakia powoduje stan zapalny jelita, jej poziom może ulegać podwyższeniu. Nie jest to jednak podstawowe badanie w celiakii, jednak może być zlecane uzupełniająco do innych podstawowych badań wykrywających celiakię.


Czy badanie stężenia kalprotektyny w kale jest wiarygodne?

Badanie jest bezinwazyjne, potrzebna jest tylko próbka kału. W przypadku kalprotektyny zazwyczaj wystarczy jedno badanie, ponieważ jej poziom w kale nie ulega wahaniom w ciągu dnia, a dodatkowo utrzymuje się w próbce przez kilka dni. Zatem wystarczy jedna próbka, żeby potwierdzić że wynik jest miarodajny. Trzeba zapoznać się wytycznymi danego laboratorium dotyczącymi sposobu pobrania i dostarczenia próbki, tak żeby zachować wiarygodność wyniku.
Trzeba pamiętać, że badania u małych dzieci może być niewiarygodne, a wysoki wynik nie musi oznaczać u nich poważnego stanu zapalnego. Dlatego najlepiej konsultować zasadność wykonania badania u dzieci z lekarzem lub z danym laboratorium.

Gdzie można wykonać test na kalprotektynę?

Obecnie to badanie jest dostępne w większości laboratoriów, w niektórych także w formie wysyłkowej. Niestety zazwyczaj nie jest refundowane przez NFZ i koszt wynosi ok 150zł. Skierowanie na NFZ może dać gastroenterolog/gastrolog.
Badanie stężenia kalprotektyny jest rekomendowane przez NICE (brytyjski National Institute for Health and Excellence) u osób u których po raz pierwszy pojawiły się objawy ze strony przewodu pokarmowego. W niektórych przypadkach może ono być wystarczające i pozwala uniknąć kolonoskopii.
Badania i jego wynik należy oczywiście zawsze konsultować z lekarzem.

kalprotektyna przy alergii

Angielski w domu dla przedszkolaka

2 komentarze
Angielski w domu dla przedszkolaka
Zapisałam w tym roku Aleksa na angielski. W przedszkolu jest tylko 1 godzina tygodniowo, a zależało mi, żeby trochę miał więcej kontaktu z tym językiem. Ja zaczęłam się uczyć angielskiego dość późno i niestety było mi przez to trudniej - mimo, że obecnie znam język całkiem dobrze, to nie mam dobrego akcentu, najłatwiej go bowiem wyrobić jeszcze w dzieciństwie. Dlatego tez chcę Aleksowi umożliwić kontakt z angielskim już teraz.

Dlaczego nie udało mi się uczyć z dzieckiem angielskiego?

Próbowałam w domu sama się z nim uczyć, ale jakoś brakowało mi pomysłów, a jego niestety niezbyt interesowały moje próby. Możliwe, że po prostu przybierałam nauczycielski styl i zamiast naturalnej zabawy stawałam się w tym dość sztuczna - nie wiem. Dość szybko mi się też kończyły pomysły i zabawa stawała się po prostu nudna, a moja nauka ograniczała się do zadawania pytań "What is this" i wskazywania na różne przedmioty. Jak się łatwo domyślić nie było to zbyt fascynujące. W każdym razie Aleksowi się to zupełnie nie podobało, a ja też traciłam zapał widząc jego reakcje.


Dlaczego kurs angielskiego dla dzieci?


Aleks chętnie uczestniczy w różnych zajęciach grupowych, stara się wtedy i lepiej się koncentruje. Dzięki temu że angielski jest prowadzony w małych grupach w formie zabawy, uznałam, że mu się spodoba. I faktycznie - już po pierwszej lekcji był zachwycony - dodatkowo zaczął w domu mówić niektóre słowa sam po angielski i sam chce się bawić "w angielski". Nareszcie! Jednak zajęcia z dziećmi to nie wszystko - wiadomo, że warto utrwalić słówka też w domu.

Angielski z przedszkolakiem w domu - jednak się da :-)

Kurs na który chodzi Aleks, oferuje dodatkowo dostęp do nauki on line. Bardzo fajna sprawa - można w ten sposób powtarzać słówka, których dzieci uczyły się na zajęciach, a dzięki wspólnej zabawie jestem na bieżąco z tym, co akurat przerabia Aleks. Poza tym te internetowe zabawy są całkiem fajne, są różne zagadki, labirynty, piosenki. Jest tylko jeden minus - tych materiałów jest zdecydowanie za mało, nie są zróżnicowane i Aleksowi dość szybko się znudziły. Natomiast ponieważ jak większość dzieci w jego wieku ciągnie go do ekranu komputera, postanowiłam poszukać innych podobnych opcji nauki angielskiego i wykorzystać jego zainteresowanie nauką angielskiego. Dość szybko trafiłam na fajną platformę edukacyjną. Myślałam, że Squla jest przeznaczona tylko dla dzieci w wieku szkolnym, ale okazuje się, ze jest tam cały dział z materiałami edukacyjnymi dla przedszkolaków i do tego bardzo dużo fajnych zabaw z językiem angielskim.

angielski w domu z przedszkolakiem

Opłata za tą platformę jest niewielka - dostęp na cały miesiąc wychodzi taniej niż jedne zajęcia angielskiego. Opłata jednak działa mnie dość mobilizujące - mimo że to niewielka kwota, to jednak chcę korzystać z tego, co platforma oferuje i dzięki temu korzystamy z niej bardziej regularnie. Jedna nasza "lekcja" trwa zwykle ok 20 minut i staram się robić z Aleksem te zadania przynajmniej 3 razy w tygodniu. Zwykle "uczymy się" w weekendy i dni kiedy oboje nie jesteśmy zmęczeni. Żeby nie zniechęcić Aleksa do nauki angielskiego staram się, żeby każda "lekcja" zakończyła się zanim go zacznie to nudzić. Wybieramy materiały, które go najbardziej interesują - to musi być dla niego przyjemność i zabawa. Wybór zadań jest całkiem duży, więc myślę, że jeszcze nam na trochę wystarczą.  Aleks chciałby korzystać z platformy na pewno dłużej niż te 20 minut, ale nie chcę żeby tak długo siedział przed monitorem. Niektóre słówka, których się nauczymy dzięki zabawom online, używamy potem w zabawie, albo rysujemy i nazywamy po angielsku.

Nauka wspólnie z dzieckiem jest na pewno fajną i pożyteczną formą spędzania razem czasu, a takie nowoczesne internetowe zabawy sporo rodzicom ułatwiają. Z takich udogodnień na pewno warto korzystać, grunt żeby przedszkolaka nie sadzać przed monitorem na kilka godzin i w tym czasie zajmować się swoimi sprawami - dziecko w tym wieku potrzebuje spędzać czas przede wszystkim razem z rodzicem. Ja wracam z pracy dość późno i mamy mało czasu na wspólną zabawę - nie wyobrażam sobie ten czas jeszcze bardziej skracać. Ale można fajnie połączyć przyjemne z pożytecznym i wspólnie się bawić w język angielski :-)


angielski dla przedszkolaka

fot. squla

Co uczula w październiku?

2 komentarze
Co uczula w październiku?

Alergeny w październiku - co pyli w październiku? 

Jesień niestety nie jest wcale okresem bezpiecznym dla alergików, alergia w październiku to częsty problem. Alergeny pojawiają się w powietrzu bowiem także w październiku. Ja na szczęście jesienią odpoczywam od swojej alergii, ale dla wielu osób październik może wyglądać tak jak dla mnie miesiące wiosenne - czyli alergiczny nieżyt nosa i ataki duszności. Zobaczcie co pyli w październiku, co może uczulać w październiku i utrudniać życie alergikom.


Alergeny w październiku - co pyli w październiku?

Co prawda, gdy się rozejrzycie po lesie i na łąkach, to nie widać zbyt wielu pylących roślin. Ale nadal niektóre z uczulających pyłków znajdują się w powietrzu, dochodzą do nich także bardzo problematyczne alergeny grzybów mikroskopowych. Najczęstsze objawy alergii na te alergeny to alergiczny nieżyt nosa (katar sienny), alergiczne zapalenie spojówek, ataki astmy czy nasilenie atopowego zapalenia skóry.


alergia październik
Złota polska jesień to moja ulubiona pora roku, ale niestety dla wielu alergików kłopotliwa, ze względu na pleśnie rozwijające się w stertach zbutwiałych liści.


Alergia na ambrozję - alergeny w październiku

Roślina ta jest chwastem, mimo ładnej nazwy jej wygląd nie jest zbyt atrakcyjny. W Polsce występuje ambrozja bylicolistna, zachodnia i  trójdzielna. Alergia na ambrozję nie jest jednak dużym problemem w naszym kraju, ponieważ stężenia jej pyłku są stosunkowo niskie w porównaniu z innymi krajami Europy - znacznie większy problem z alergią na ambrozję mają mieszkańcy Węgier. czy Ukrainy. Duże stężenia ambrozji występują też w Stanach Zjednoczonych, gdyż stamdąd pochodzi ta roślina.
Ambrozja w Polsce pyli przede wszystkim sierpniu i wrześniu, ale niskie stężenia jej pyłków w wielu regionach Polski są stwierdzane jeszcze w pierwszej połowie października.

Alergia krzyżowa przy alergii na ambrozję

Ambrozja należy do rodziny astrowatych, stąd może reagować krzyżowo np. z niektórymi popularnymi w Polsce ziołami jak rumianek, arnika, ale też z często uczulającym pyłkiem bylicy.


Co uczula w październiku? Alergia na zarodniki grzybów i pleśni


Wraz z pojawieniem się opadów deszczu wzrasta wilgotność powietrza i lepiej rozwijają się pleśnie - a ich zarodniki są dla wielu alergików poważnym utrapieniem. Problemem są zarówno pleśnie w domu (których jednak można sie pozbyć - tu należą głównie pleśnie z rodzajów Aspergillus i Penicillium) jak i grzyby pleśniowe rozwijające się w glebie i zbutwiałych liściach, a ich zarodniki unoszą się w powietrzu - i na nie już nie mamy żadnego wpływu.


Najczęstszym problemem jest alergia na zarodniki grzybów z gatunku Cladosporium i Alternaria alternata (tzw. grzybów mikroskopowych). Zarodniki innych gatunków grzybów też oczywiście mogą uczulać, ale te są najpopularniejsze, poza tym sposób postępowania i leczenia przy uczuleniu na rożne gatunki grzybów i pleśni jest w zasadzie taki sam. Pleśnie doskonale się namnażają podczas wilgotnych, ale jeszcze dość ciepłych jesiennych dni - wilgotność powietrza powyżej 70% jest dla nich optymalna.


alergia październik
Miejsca gdzie jest duża wilgotność to idealnie miejsce rozwoju grzybów mikroskopowych, których zarodniki stanowią częstą przyczynę alergii.



Pyłki w październiku? Jak unikać alergenów pleśni?


Jeśli ktoś z Was ma uczulenie na zarodniki grzybów to niestety lepiej ograniczyć jesienne spacery - szczególnie w lesie, gdzie leżą grube warstwy opadających liści (siedlisko pleśni) oraz butwiejące drzewa. W miejskich parkach zwykle jest lepiej, bo suche liście są regularnie sprzątane, uważajcie jednak żeby nie trafić akurat na czas grabienia liści lub co gorsza sprzątanie z użyciem dmuchaw, wtedy zarodniki grzybów unoszą się w powietrzu w bardzo dużym stężeniu.

co uczula w październiku
Gdy w lesie pojawia się wysyp grzybów jadalnych, oznacza to, że pogoda jest idealna także do rozwoju grzybów pleśniowych.

Jesienią dodatkowo utrudnione może być odróżnienie alergii od przeziębienia - skoro wszyscy w okół nas mają infekcje wirusowe, to wydaje nam się, że nasz katar także jest wywołany atakiem wirusów i zwykle nie myślimy o konsultacji alergologa. Jeśli jednak katar lub inne dolegliwości utrzymują się dłużej niż standardowy tydzień to warto zasięgnąć porady specjalisty i upewnić się czy nasze objawy nie wynikają z alergii.

Inne alergeny w październiku?

Oprócz pyłków ambrozji i pleśni w październiku mogą w powietrzu oczywiście pojawiać się niewielkie ilości pyłków innych roślin m.in. nawłoci, bylicy, czy niektórych traw, ale nie mają one znaczenia klinicznego. Ja w każdym razie jesienią odpoczywam od alergii i na zewnątrz czuję się bardzo dobrze.

Pamiętajcie też, że jesienią gdy więcej czasu spędzamy w domu większego znaczenia nabierają alergeny wewnątrzdomowe (głównie roztocza) - więc bądźcie czujni! O alergii na roztocza możecie oczywiście także poczytać na moim blogu. A jeśli interesuje Was temat alergii na grzyby jadalne, to także już o tym pisałam - zapraszam do lektury.
Jeśli podobał Ci się ten tekst udostępnij go lub napisz komentarz - będzie mi bardzo miło!



co uczula w październiku


Kolejna edycja targów Ekocuda już w listopadzie

Brak komentarzy
Kolejna edycja targów Ekocuda już w listopadzie
Ostatnio na moim blogu pojawia się więcej wpisów na temat kosmetyków - mam nadzieję, że to dla Was interesujący temat. Dla mnie bardzo - kosmetyki z dobrym składem to sprawa kluczowa dla alergików. Dlatego chętnie dowiaduję się o różnych nowościach oraz biorę udział w tematycznych wydarzeniach. A już wkrótce w Warszawie odbędą się Targi Kosmetyków Naturalnych Ekocuda. W dniach 25-26 listopada w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy, polscy i zagraniczni producenci będą mieli okazję zaprezentować swoje produkty. Będzie co oglądać, ma być ponad 100 marek naturalnych kosmetyków. Ciekawa jestem różnych nowości, więc mam nadzieję, że uda mi się tam pojawić w tym roku - tym bardziej, że mój blog jest jednym z patronów medialnych tego wydarzenia, z czego się bardzo cieszę.

 

Coraz więcej świadomych klientów


Naturalne kosmetyki mają coraz więcej zwolenników i dlatego coraz więcej marek dodaje do swoich produktów naturalne składniki, które wykazują korzystne działanie na skórę i zawierają jedynie minimalną ilość składników technologicznych. Cieszę się, że mam chociaż niewielki udział w szerzeniu informacji i zwiększaniu świadomości i wiedzy na temat kosmetyków o dobrym składzie.



Targi Ekocuda



Zainteresowanie uczestników wydarzeniami takimi jak Ekocuda wskazuje, że świadomość konsumencka w naszym kraju wciąż wzrasta. Coraz więcej osób czyta etykiety kosmetyków - i bardzo dobrze - pamiętajcie, ze wiele składników z kosmetyków może się wchłaniać przez skórę - szczególnie jeśli jest to wrażliwa skóra małego dziecka lub alergika.
Oprócz stoisk producentów na Targach będą także ciekawe warsztaty - tym razem z marką
Annabelle Minerals, Lily Lolo oraz Naturativ. Wstęp na warsztaty jest bezpłatny, ale obowiązują wcześniejsze zapisy.

Zatem do zobaczenia w listopadzie :-) Więcej informacji znajdziecie na stronie internetowej organizatora Ekocuda.com

Allergoff atopy - opinia na temat nowej linii emolientów

3 komentarze
Allergoff atopy - opinia na temat nowej linii emolientów

Niektórzy z Was czytali już mój tekst o szkodliwych składnikach w niektórych emolientach. Wiele emolientów mimo wysokiej ceny zawiera niewiele składników korzystnych dla skóry, za to liczne składniki, które mogą być szkodliwe dla skóry. Na szczęście można kupić produkty, które mają bardzo fajny skład, zawierają dużo dobroczynnych składników a ilość substancji technologicznych jest ograniczona do minimum - dzięki temu są naprawdę pomocne dla skóry atopików.


Od ponad miesiąca testujemy nowe produkty marki Allergoff Atopy - jest to linia wyrobów medycznych przeznaczonych do skóry atopowej, od 1 miesiąca życia. Wyroby medyczne to produkty w pewnym sensie wyższej półki niż kosmetyki. Dlaczego? Każdy wyrób medyczny jest bardzo rygorystycznie testowany, musi mieć udowodnioną skuteczność oraz sprawdzoną jakość. Wszystkie zapisy podane na opakowaniu wyrobów medycznych są zatwierdzane przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Warto wiedzieć, ze tylko nieliczne preparatu do pielęgnacji skóry, tzw emolienty mają status wyrobu medycznego – większość to „zwykłe” kosmetyki.

Zanim przejdę do recenzji produktów Allergoff Atopy, chciałabym jeszcze przypomnieć, dlaczego pielęgnacja skóry atopików jest tak ważna.

Atopowe zapalenie skóry (AZS) - właściwa pielęgnacja

Atopowe zapalenie skóry (AZS) jest to choroba przewlekła, czasem jest lepiej (okresy remisji), czasem gorzej (okresy zaostrzenia), ale nie da się jej wyleczyć w 100%. Jest ona związana bowiem z nieprawidłową budową skóry atopików - wykazano, że ich skóra nadmiernie traci wodę, ze względu na zaburzenie warstwy lipidowej naskórka. Skóra atopików charakteryzuje się obniżoną produkcją ceramidów, które są lipidami wchodzącymi w skład warstwy rogowej naskórka.

Taka skóra jest też bardziej wrażliwa na wszelkie alergeny oraz czynniki podrażniające - co sprawia, że atopicy muszą być bardzo ostrożni w doborze kosmetyków, żeby nie nasilać zmian skórnych. 

Objawy AZS są mi bardzo dobrze znane - przede wszystkim pojawia się świąd skóry, silne przesuszenie, pojawiają się także zmiany skórne - różnego rodzaju wysypki i zaczerwienienia. U mnie często jest to także uczucie ściągnięcia skóry oraz ogólna skłonności do podrażnień skóry.

Jak można złagodzić objawy AZS?

W celu złagodzenia tych objawów konieczne jest odpowiednie dbanie o skórę i wspieranie jej prawidłowego funkcjonowania - zbawieniem dla atopików są właśnie dobre emolienty i kremy o właściwościach barierowo - ochronnych. Dzięki temu skóra jest odpowiednio nawilżona, natłuszczona, a dodatkowo zabezpieczona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych jak np. zanieczyszczenia chemiczne, pyły i alergeny. Ja w młodości miałam bardzo duże problemy ze skórą, często miałam egzemę, skóra mnie potwornie swędziała. W dużej mierze wynikało to z niewłaściwych kosmetyków które stosowałam (używałam wtedy po prostu zwykłych kosmetyków, które pogarszały stan mojej skóry, nie wiedziałam, że to wina kosmetyków). Odkąd starannie dobieram kosmetyki i czytam składy moja skóra jest w całkiem dobrej formie, a świąd pojawia się bardzo rzadko. Taki stan poprawy trwa u mnie już wiele lat i bardzo się z tego cieszę. 

Allergoff Atopy - opinia

Produkty naprawdę zaskoczyły mnie bardzo dobrym, bogatym składem, zawierają bardzo dużo naturalnych składników. Widać, że firma bardzo dokładnie przemyślała każdy składnik dodany do tych produktów. Z takim składem linia Allergoff Atopy ma moim zdaniem szansę podbić rynek emolientów :-). Produkty nie zawierają parafiny, surowców ropopochodnych, substancji zapachowych, barwników, parabenów ani SLS czy SLES. 


Allergoff atopy opinia

ALLERGOFF BARIEROWA EMULSJA DO KĄPIELI LECZNICZYCH

Zgodnie z zaleceniem producenta, emulsja ta stanowi pierwszy etap pielęgnacji skóry atopowej czyli oczyszczenie, z jednoczesnym nawilżeniem i odżywieniem skóry.Zawiera liczne naturalne składniki, posiadające właściwości nawilżające i natłuszczające, dzięki czemu łagodzi nieprzyjemne objawy i dyskomfort. Ta emulsja ma wiele istotnych zalet, które mnie przekonały do jej stosowania:

  • zawiera wyłącznie łagodne surfaktanty, dzięki czemu nie niszczy naturalnej warstwy ochronnej skóry 
  • zawiera naturalne substancje lipidowe (m.in. olejowy kompleks Omega plus), które wspomagają odbudowę warstwy lipidowej naskórka
  • zawiera oligosacharydy o właściwościach prebiotycznych, które wspierają rozwój fizjologicznej flory bakteryjnej skóry.
  • powstała po użyciu emulsji warstwa ochronna sprawia, że skóra jest lepiej chroniona przed czynnikami zewnętrznymi. 
  • moja skóra po kąpieli z użyciem tej emulsji czuje się bardzo dobrze - zero uczucia suchości :)

Emulsja jest wskazana do stosowania w kąpieli, ale ponieważ ja rzadko się kąpię w wannie, to stosowałam jej po prostu pod prysznic jako żel, tylko nie spłukiwałam emulsji tak dokładnie jak żelu. Efekt myjący był oczywiście słabszy niż przy użyciu typowego żelu, ale skóra była świetnie nawilżona, tak że nie było nawet potrzeby stosowania balsamu po takim prysznicu.

Producent zaleca zastosowanie kremu po kąpieli, najlepiej zaraz po, gdy skóra jest jeszcze lekko wilgotna.

Skład emulsji
Substancje główne: mocznik (nawilża skórę, jest jednym z głównych składników Naturalnego Czynnika Nawilżenia - NMF (Natural Moisturizing Factor). Rolą NMF jest ochrona warstwy lipidowej odpowiedzialnej za prawidłowe funkcjonowanie bariery skórnej), trójgliceryd kaprylowo – kaprynowy, oliwa z oliwek, erucynian oleilu, inulina, alfa-glukan, oktylododekanol, olej z pestek czarnej porzeczki, olej słonecznikowy, ekstrakt z kardiospermum zielonego, olejowy kompleks Omega Plus (olej słonecznikowy, olej kukurydziany, olej sezamowy, olej z orzechów makadamia, oliwa z oliwek).

Natomiast wśród substancji pomocniczych znajdziemy m.in. benzoesan sodu (bezpieczny konserwant, dopuszczalny w kosmetykach ekologicznych, stosowany także w żywności), czy ekstrakt z liści rozmarynu (naturalny przeciwutleniacz) oraz inne składniki potrzebne technologicznie. Znajduje się tam tez składnik o nazwie lauroilosarkozynian sodu - ale nie musicie się obawiać, nie jest to SLS ani SLES. Jest to ich łagodniejszy zamiennik, który pochodzi z sarkozyny (naturalnego związku obecnego w naszym organizmie). Składnik ten jest stosowany także w kosmetykach ekologicznych. W składzie występuje wprawdzie PEG-8, ale dowiedziałam się od producenta, że jego ilość jest minimalna (znacznie poniżej 1%) i potrzebny jest żeby wyrób tworzył w wodzie jednolitą emulsję.

Emulsja zawiera DEFENSIL PLUS, czyli kompleks zawierający mieszaninę kilku naturalnych olei - z nasion czarnej porzeczki, wyciąg z kardiospermum zielonego, koncentrat oleju słonecznikowego. Kompleks ten chroni i wspomaga regenerację osłabionej bariery skórnej i łagodzi nieprzyjemne objawy (uczucie suchości, świąd).

Kolejny ważny składnik emulsji to OLEJOWY KOMPLEKS OMEGA PLUS, zawierający cenne kwasy tłuszczowe z nasion słonecznika, kukurydzy, sezamu, oliwy z oliwek i oleju makadamia. Kwasy tłuszczowe wspomagają regenerację naturalnego filmu chroniącego skórę. Istotne są także PREBIOTYKI, mieszanina naturalnych składników - inuliny oraz gluko-oligosacharydu. Wykazują one właściwości prebiotyczne, dzięki czemu wspierają rozwój fizjologicznej mikroflory skóry. Jest to bardzo ważne, ponieważ u atopików mikloflora skóry jest często zaburzona i zawiera więcej patogennych bakterii. 



Allergoff emolienty opinia

ALLERGOFF BARIEROWA OLIWKA DO KĄPIELI LECZNICZYCH

Oliwka zawiera liczne składniki o właściwościach nawilżających, natłuszczających i zmiękczających skórę. Dodatkowo łagodzą nieprzyjemne objawy towarzyszące atopii, czyli świąd czy uczucie suchości. Ta oliwka to mój hit - ja co prawda biorę zwykle prysznic, ale żeby przetestować produkt zdecydowałam się na kilka kąpieli z dodatkiem oliwki. Efekt był bardzo fajny - moja skóra była bardzo dobrze nawilżona, nie było uczucia przesuszenia, jakie często pojawia się gdy zbyt długo moczę się w wodzie. Natomiast Aleks lubi się chlapać w wodzie, więc korzysta z kąpieli. Wlewając oliwkę Allergoff atopy wiedziałam, że jego skóra w kąpieli się nie wysusza, a jednocześnie jest pielęgnowana. Kąpiel w takiej oliwce bardzo fajnie nawilża jego skórę, delikatnie myje, a jednocześnie sama oliwka nie jest bardzo tłusta, nie ma więc problemu z myciem wanny po takiej kąpieli. Po wlaniu do wanny kolor staje się lekko mleczny, co także podobało się Aleksowi. Kolor wynika z tego, że oliwka rozbija się na wiele drobnych cząstek i tworzy właśnie taki mleczny roztwór. Dla atopików taka kąpiel to idealna forma pielęgnacji, gdyż skóra lekko rozgrzana i namoczona lepiej wchłania korzystne składniki pielęgnacyjne, których nie brakuje w składzie tej oliwki.

Substancje główne: olej sojowy, olej słonecznikowy, olej z ogórecznika (Składnik jest bogaty w kwas y-linolenowy, silnie zmiękcza i natłuszcza skórę, trójgliceryd kaprylowo – kaprynowy, palmitynian izopropylu, olej lniany (Źródło licznych nienasyconych kwasów tłuszczowych, uszczelnia barierę skórną), olejowy kompleks Omega Plus (olej słonecznikowy, olej kukurydziany, olej sezamowy, olej z orzechów makadamia, oliwa z oliwek), oktylododekanol, olej z pestek czarnej porzeczki, ekstrakt z kardiospermum zielonego - te oleje wspomagają odbudowę naturalnego płaszcza ochronnego skóry

Podobnie jak w przypadku emulsji wśród składników pomocniczych znajdziecie m.in. ekstrakt z liści rozmarynu (naturalny przeciwutleniacz) czy witaminę E, jest wśród nich także PEG, jednak z producentem wyjaśniłam, że jego zawartość jest tylko minimalna w tym produkcie, a jego zawartość powoduje tzw. dyspergowanie w wodzie ( czyli rozprzestrzenienie się w kroplach wody dla uzyskania efektu mlecznej emulsji)

Podobnie jak inne wyroby z tej serii, oliwka zawiera DEFENSIL PLUS, jest to kompleks zawierający olej z nasion czarnej porzeczki, wyciąg z kardiospermum zielonego, koncentrat oleju słonecznikowego - odpowiadają one za ochronę uszkodzonej bariery skórnej, oraz co bardzo ważne łagodzi uczucie podrażnienia, suchości i świądu skóry. 

ALLERGOFF ATOPY - POWLEKAJĄCO BARIEROWY KREM DO CIAŁA

Tak jak wszystkie produkty z tej serii, ten krem to wyrób medyczny. Zawiera bardzo fajny zestaw składników, które tworzą na powierzchni skóry barierę ochronną - nawilżająco-natłuszczającą. Takie działanie kremu dla atopików jest bardzo ważne, chroni skórę przed przesuszeniem i podrażnieniami. Ważna jest ochrona przed utratą wody ze skóry, dzięki temu utrzymuje wilgotność skóry przez dłuższy czas. Dodatkowo ten krem łagodzi nieprzyjemne objawy, które są uciążliwe dla osób z wrażliwą lub atopową skórą - przede wszystkim łagodzi świąd, uczucie ściągnięcia skóry, bardzo często spotykane. Ja mam bardzo suchą i wrażliwą skórę - a krem sprawdza się u mnie naprawdę świetnie. Miejsca posmarowane kremem stają się gładkie, bardziej miękkie i rzeczywiście znika przesuszenie. Skóra Aleksa także bardzo dobrze reaguje na ten krem - nie zaobserwowałam żadnych reakcji alergicznych, natomiast ładnie nawilża i jego skóra wygląda na zadowoloną :-)

Zaletą tego kremu jest także to, że łatwo się rozprowadza i dobrze się wchłania - nie tworzy on tłustej warstwy, skóra się nie błyszczy i nie jest lepka.

Skład tego kremu jest bardzo długi - ale w tym przypadku to akurat bardzo dobrze - lista składników, które mają za zadanie wspomagać warstwę lipidową i nawilżać jest mocno rozbudowana - większość z tych dobroczynnych składników to oleje pochodzenia roślinnego w różnych proporcjach.

Skład kremu:

Substancje główne: gliceryna, olej z pestek czarnej porzeczki (bardzo fajny składnik, opisałam go ponizej), olej słonecznikowy, ekstrakt z kardiospermum zielonego, mocznik, olej rzepakowy, olej z ogórecznika (Bogaty w kwas linolenowy, zmiękcza i natłuszcza skórę), masło shea, oktylodekanol, izostearynian izostearylu, glicerydy oleju kokosowego, (mocznik i liczne emolienty wspomagają nawilżenie skóry, mocznik jest głównym składnikiem Naturalnego Czynnika Nawilżenia - NMF (Natural Moisturizing Factor)), węglan dikaprylowy, inulina, alfa-glukan (naturalne prebiotyki wraz z kompleksem olejowym wspierają odbudowę naturalnej warstwy ochronnej skóry), olejowy kompleks Omega Plus (olej słonecznikowy, olej kukurydziany, olej sezamowy, olej z orzechów makadamia, oliwa z oliwek) (naturalne kwasy omega 3, 6 i 9 odpowiadają za odbudowę naturalnej bariery ochronnej skóry)
Substancje pomocnicze podobnie jak przy poprzednich produktach są starannie dobrane i ograniczone do minimum, naturalnym przeciwutleniaczem kremu jest m.in. witamina E oraz ekstrakt z liści rozmarynu.

Bardzo ciekawym składnikiem wszystkich 3 produktów jest olej z pestek czarnej porzeczki. Jest to bardzo wartościowa substancja, o właściwościach które są przydatne dla skóry atopików. Zawiera GLA (kwas gamma-linolowy) w stężeniu nawet większym niż olej z wiesiołka i SDA (kwas stearydynowy). Oba te kwasy tłuszczowe są bardzo przydatne dla skóry - wykazują właściwosci łagodzące, kojące, przeciwzapalne i wspomagają gojenie. Wzmacnia też barierę lipidową naskórka i nawilża. Co ciekawe olej ten może pełnić też rolę naturalnego filtra przeciwsłonecznego. Właściwości tego oleju sprawiają, że świetnie nadaje się do stosowania w problemach skórnych, w tym właśnie atopowym zapaleniu skóry. Dodatek tego składnika do wyrobów marki Allergroff Atopy to według mnie doskonały pomysł.

Efekty stosowania


Ja jestem bardzo zadowolona z efektów stosowania, po miesiącu stosowania moja skóra jest dobrze nawilżona, nie pojawiają się żadne podrażnienia, nie mam też uczucia ściągnięcia skóry, które pojawia się gdy rezygnuję ze stosowania emolientów. Aleks także skorzystał na testowaniu tych produktów – rączki są ładnie nawilżone, zniknęły drobne przesuszone miejsca które czasem pojawiają się na jego skórze. Ważne też, że praktycznie przestał się drapać w nocy, a wcześniej się to zdarzało.

Więcej informacji na temat tych produktów znajdziecie na stronie producenta.

Pamiętajcie, że nawet naturalne składniki kosmetyków mogą uczulać, dlatego przed zastosowaniem na większą powierzchnię skóry trzeba sprawdzić czy nie pojawi się reakcja alergiczna, najlepiej na niewielkiej powierzchni skóry np. na przedramieniu. A już w wkrotce na fanpage bloga pojawi się konkurs - będziecie mogli wygrać zestaw produktów z linii Allergoff atopy - zaglądajcie tam!


Allergoff atopy opinia

Dziękuję marce Allergoff za przekazanie produktów do testów. 

Czy chore dziecko może iść do przedszkola?

Brak komentarzy
Czy chore dziecko może iść do przedszkola?

Postanowiłam podzielić się z Wami moją opinią, ponieważ od kilku tygodni obserwuję narastającą dyskusję na temat tego, czy można dziecko chore/przeziębione/z katarem/z kaszlem/z zapaleniem ucha/płuc/oskrzeli (wpisz dowolną chorobę)….puścić do przedszkola. To nie żart – wraz z narastaniem częstotliwości sezonowych infekcji podobne zapytania pojawiają się na grupach dyskusyjnych na Facebooku, ale także w wyszukiwarce Google – gdy wpisałam zapytanie „czy chore dziecko może iść do przedszkola” wyszukiwarka szybko podpowiada inne powiązane pytania, jakie były wpisywane przez internautów – i tak pojawiały się takie pytania „Czy dziecko z zapaleniem ucha może iść do przedszkola” „Czy dziecko na antybiotyku może iść do przedszkola”...


Przedszkole a układ odpornościowy

Chodzenie do żłobka czy przedszkola doskonale „trenuje” układ odpornościowy dziecka – ma ono tam stale kontakt z różnymi zarazkami, które z lepszym lub gorszym skutkiem zwalcza, ale dzięki temu układ odpornościowy stale się wzmacnia i „uczy” walki z nowymi zagrożeniami. Ale opinia, według której zaprowadzanie CHOREGO dziecka do przedszkola ma dobry wpływ na jego układ odpornościowy jest według mnie zupełnie pozbawiona sensu.

Dlaczego nie zaprowadzam chorego dziecka do przedszkola?

Chcielibyście pewnie przeczytać, że robię to ze względu na inne dzieci i nie chcę żeby je zaraził. Oczywiście – to także jest jedna z przyczyn. Ale najważniejszą przyczyną dla mnie jest ZDROWIE I KOMFORT mojego własnego dziecka. Dlaczego zaprowadzenie chorego dziecka do przedszkola może mieć dla niego złe skutki? Poniżej przedstawiam kilka scenariuszy.

Dziecko przeziębione w przedszkolu

Uciążliwy katar, lekko podwyższona temperatura, czasem też kaszel i ból gardła. Jak się czuje takie dziecko – oczywiście niezbyt dobrze. Większość dzieci co prawda nie kładzie się do łóżka i nie leży przez cały dzień pod pierzyną, ale w trakcie przeziębienia potrzebują troskliwej opieki i wypoczynku. Dodatkowo zwykle potrzebne są jakieś preparaty wspomagające i zabiegi pielęgnacyjne – dokładne oczyszczanie noska, podawanie leków, inhalacje. Przeziębione dziecko jest zaatakowane przez wirusy przeziębienia – nie są one zwykle groźne, ale układ immunologiczny dziecka podejmuje ogromny wysiłek żeby z nimi walczyć. Dlatego w czasie takiej infekcji dziecko nie powinno być narażane na dodatkowe czynniki obciążające organizm. A poranna pobudka, konieczność uczestniczenia w różnych zajęciach ruchowych w przedszkolu, przepocenie, wychodzenie na dwór z całą grupą – to na pewno nie sprzyja leczeniu przeziębienia. Dodatkowo dla mnie ważny jest aspekt psychologiczny – osłabione infekcją dziecko potrzebuje bliskości i komfortu, jaki będzie miało tylko w domowym otoczeniu, a nie w przedszkolnej sali.


przeziębienie w przedszkolu

Powikłania po przeziębieniu u przedszkolaka

Kwestia która powinna być dla Was ważna przy podejmowaniu decyzji to także możliwość rozwoju poważniejszych komplikacji – bagatelizowane przeziębienie, kontakt z innymi patogenami w przedszkolu mogą powodować nadkażenie innymi wirusami lub bakteriami. Układ odpornościowy dziecka może już sobie łatwo nie poradzić z kolejną infekcją – stąd w wielu takich przypadkach z przeziębienia rozwija się zapalenie oskrzeli, ucha lub zatok. A wtedy sprawa jest już poważniejsza niż przeziębienie i często wymaga podawania antybiotyków. A wtedy przymusowy pobyt dziecka w domu na pewno będzie trwał dłużej niż przy przeziębieniu. Dlatego na „przechodzenie” przeziębienia nie zawsze mogą sobie pozwolić dorośli, a co dopiero dzieci, których odporność jest jeszcze słabo rozwinięta. Więcej o przeziębieniu u alergików już pisałam - koniecznie zajrzyjcie :)

przeziębione dziecko do przedszkola

Czy dziecko na antybiotyku może chodzić do przedszkola?

To kolejna kwestia. Dla mnie zaprowadzanie do przedszkola dziecka, które otrzymuje antybiotyk to kompletne nieporozumienie. Niezależnie od tego czy dziecko otrzymuje antybiotyk z powodu zapalenia płuc, czy z powodu zapalenia gardła, to każdy antybiotyk bardzo osłabia organizm dziecka. Jego fizjologiczna flora bakteryjna (która stanowi jeden z naturalnych elementów obrony przed infekcjami) jest zniszczona, przez to odporność dziecka jest bardzo osłabiona. W trakcie antybiotykoterapii poza tym układ odpornościowy także intensywnie pracuje nad zwalczaniem skutków choroby. Nie powinno dokładać mu się pracy, bo może dojść do kolejnego zakażenia, wywołanego przez bakterie, na które dany antybiotyk nie działa. A w każdym przedszkolu ilość bakterii i wirusów różnego typu jest wyjątkowo duża. 

Moim zdaniem po kuracji antybiotykiem dziecko powinno nie chodzić do przedszkola przynajmniej przez tydzień, a w niektórych przypadkach jeszcze dłużej. 

Najlepiej się oczywiście poradzić zaufanego lekarza. Wiem, że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na takie długie wolne od pracy, ale jeśli tylko jest taka możliwość, to warto o to zadbać i umożliwić dziecku lepszą regenerację po chorobie. Nie chodzi tu oczywiście o trzymanie dziecka w domu, jeśli pogoda jest sprzyjająca to spacery i zabawa na świeżym powietrzu jest jak najbardziej wskazana. Po każdej kuracji antybiotykiem pamiętajcie także o podawaniu probiotyków – moim zdaniem warto je podawać nawet kilka tygodniu po zakończeniu kuracji antybiotykiem.

czy chore dziecko może iść do przedszkola

Dziecko z gorączką w przedszkolu

Zaprowadzanie dziecka, które ma gorączkę do przedszkola uważam za skrajną nieodpowiedzialność. Po pierwsze narażamy dziecko na fatalne samopoczucie – każdy kto miał w życiu gorączke, wie jakie to uczucie – osłabienie, łamanie w kościach, ból głowy. A przedszkolanki nie mogą podawać dziecku żadnych leków, nie mogą więc zmniejszyć gorączki i ulżyć naszemu dziecku. Nie rozumiem, jak można narażać małe dziecko na coś takiego. Druga sprawa to kwestia bezpieczeństwa – u małych dzieci gorączka potrafi nagle wzrosnąć w ciągu kilkudziesięciu minut, a niektóre dzieci mogą reagować nawet drgawkami na takie skoki temperatury! Bardzo wysoka gorączka u dziecka może stanowić dla niego nawet zagrożenie życia. Dziecko z gorączką powinno zostać bezwzględnie w domu! Jestem przerażona, gdy czytam, ze rodzicie podają dzieciom przed zaprowadzeniem do przedszkola leki przeciwgorączkowe i liczą, że dziecko „jakoś przetrwa” te kilka godzin w przedszkolu…Opamiętanie przyjdzie może wtedy, gdy w końcu dziecko wyląduje w szpitalu.

Z katarem i kaszlem do przedszkola?

U alergików katar jest zwykle nagminny, często trwa z różnym nasileniem praktycznie przez cały rok. Podobnie u alergików może pojawiać się także przewlekły kaszel, który nie ma podłoża wirusowego. Oczywiście w takich sytuacjach dziecko może chodzić do przedszkola, musimy mieć tylko pewność, że to jest katar /kaszel alergiczny. Stąd przedszkola zwykle same wymagają zaświadczenia od lekarza, który potwierdzi, że katar lub pokasływanie u dziecka to wynik choroby alergicznej. 
Katar spowodowany łagodnymi wirusami także nie musi stanowić przeciwwskazania do pójścia do przedszkola, oczywiście o ile dziecko się dobrze czuje i nie ma innych objawów. Niektóre dzieci mają też katar przez wiele tygodni, który nie bardzo poddaje się leczeniu, ale nie jest bardzo uciążliwy. Również w takich sytuacjach jeśli lekarz nie widzi przeciwwskazań dzieci zwykle mogą chodzić do przedszkola. Jeśli jednak katar towarzyszy infekcji z podwyższoną temperaturą moim zdaniem powinien być już powodem, żeby zostać z dzieckiem w domu. 
Jeśli Wasze dziecko choruje częściej a jest alergikiem, warto sprawdzić, czy nie uczula go coś w przedszkolu - jeśli ten temat Was interesuje to przeczytajcie mój tekst na temat alergii w przedszkolu.

Dziecko choruje - co z pracą?

Dla każdego z nas praca jest bardzo ważna. Ale zdrowie dziecka (i własne) powinno być na pierwszym planie. Z przykrością słyszę, że niektórzy pracodawcy bardzo negatywnie są nastawieni na wszelkie zwolnienia na dzieci. 
Każdemu pracownikowi zależy przecież na pracy i wiadomo, że bierze zwolnienie, tylko wtedy gdy jest to konieczne. Zdrowie dziecka jest bowiem najważniejsze. 
Jeśli dziecko często choruje można spróbować też porozmawiać o tej sytuacji z pracodawcą, wyjaśnić że to problem przejściowy, obiecać wzmożone zaangażowanie w pracę w okresie gdy dziecko jest zdrowe, nadrabiać zaległości pracując z domu itd. 


Krótkie zwolnienia na zmianę z partnerem i praca zdalna

U nas w domu zwykle bierzemy zwolnienia na zmianę, jeśli dziecko musi być w domu cały tydzień to np. ja biorę 2 dni zwolnienia, a mąż pozostałą część tygodnia, a innym razem ja biorę 3 dni, a on 2. Wtedy łatwiej nadrobić ewentualne zaległości i w tak krótkim czasie zwykle moim kolegom udaje się opanować różne sytuacje nawet gdy mnie tam brakuje. Nieplanowane zwolnienie na tydzień lub dłużej to już poważniejsza sprawa. Ale w wielu przypadkach nie jestem w tym czasie całkowicie odcięta od obowiązków zawodowych, tylko wykonuję niektóre zadania zdalnie z domu. 

Babcia lub opiekunka

Czasem pomaga nam babcia Aleksa, co oczywiście dla nas jest najlepszym rozwiązaniem, bo wtedy nie musimy brać zwolnienia. Były tez sytuacje, gdy żadne z nas nie mogło sobie pozwolić akurat na zwolnienie, a babcia była niedostępna. Wtedy umawialiśmy się ze znajomą opiekunką – w wielu przypadkach wynajęcie opiekunki pokrywa się po prostu z zarobkiem jednego z rodziców – ale czasem lepiej stracić kilka dniówek i poświęcić je na wynajęcie opieki dla dziecka niż ryzykować utratę pracy. Myślę, że to jest rozwiązanie dla tych osób, które argumentują, że muszą zaprowadzać dziecko do przedszkola w obawie przed utratą pracy, a nikt z rodziny nie może zająć się dzieckiem. Warto wtedy dogadać się  z sąsiadką np. emerytką, która na pewno chętnie dorobi sobie do emerytury. Niektóre osoby mogą być także zainteresowane wymianą usług np. kilka godzin opieki nad naszym dzieckiem w zamian za kilkakrotne zrobienie większych zakupów, podwiezienie do lekarza itp. Można rozmawiać z sąsiadami i popytać, czy w okolicy są takie osoby. Przydatne są też grupy lokalne na Facebooku, gdzie można znaleźć osoby zainteresowane taką dorywczą pracą z naszej okolicy. 
Na pewno uda Wam się znaleźć jakieś rozwiązanie, tak żeby zarówno zdrowie dziecka jak i Wasza kariera zawodowa nie były zagrożone. Dajcie znać jak sobie radzicie w takich sytuacjach i jakie jest Wasze zdanie na ten temat :-)


Szkodliwe składniki w emolientach? Sprawdź jakie.

8 komentarzy
Szkodliwe składniki w emolientach? Sprawdź jakie.
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie nasza przygoda z emolientami w okresie, kiedy Aleks był jeszcze niemowlęciem. Pamiętam, że jego skóra w zasadzie od początku nie była idealna, wysypki, różnego rodzaju zaczerwienienia pojawiały się raz mniejszym, raz większym nasileniem. Nie byłam wtedy jeszcze zbyt zorientowana w temacie kosmetyków dla dzieci, szkodliwości poszczególnych składników i ufałam po prostu zaleceniom lekarzy.


Czy emolienty mogą szkodzić?


Do pielęgnacji skóry Aleksa polecali oni różnego typu emolienty, które powinny pomóc ukoić skórę Aleksa. Pokazywali kolorowe ulotki, czasem dawali próbki, byli pewni, że polecają nam naprawdę dobry produkt. Tymczasem te produkty Aleksowi po prostu szkodziły - wysypki zamiast się zmniejszać powiększały się, skóra była żywoczerwona, a po kąpieli w jednym z emolientów dostał nawet pokrzywki. Smarowanie poleconymi przez jednego z lekarzy emolientem po kąpieli było męczarnią. Aleks płakał, widać było, że nie dość, że nie było ulgi, to zmiany na skórze po smarowaniu jeszcze bardziej się zaogniały.

emolienty szkodliwe składniki
Próbowałam w tym czasie 3 różnych popularnych marek emolientów dedykowanych niemowlętom – żaden się nie sprawdził u Aleksa, wszystkie ostatecznie zużywałam sama albo rozdawałam rodzinie.
Na szczęście dość szybko zorientowałam się, że te kosmetyki nie nadają się do pielęgnacji skóry Aleksa i zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat składów kosmetyków dla alergików. Zaczęłam bardziej świadomie czytać składy. Wtedy też zrezygnowałam z popularnych marek i zaczęłam stosować zupełnie inne kosmetyki niż wcześniej - ze zdecydowanie lepszym składem, bardziej naturalne, mniej popularne (ponadto były tańsze niż bardzo drogie, markowe emolienty, które Aleksowi szkodziły). Sporo też czytałam o naturalnych olejach i takie także stosowaliśmy z dobrym efektem.

Nie każdy emolient jest dobry dla każdego


Wielu jest rodziców, którzy tak jak ja, ufają w 100% zaleceniom lekarzy i stosują polecane przez nich emolienty. Uznają je za najlepsze, co mogą dać swojemu dziecku (szczególnie, że te kosmetyki są drogie - wysoka cena zwykle oznacza też doskonałą jakość). Zaufanie do popularnych emolientów wzmacniają dodatkowo wszechobecne reklamy i marketingowe informacje na opakowaniach jak „hipoalergiczny” „rekomendowany przez ….”, „delikatny” “od pierwszego dnia życia” itd. A stan dziecka zamiast się poprawiać się pogarsza. Mamy wspólnie z lekarzem szukają przyczyn wysypki, zazwyczaj w swojej diecie (jeśli karmią maluszka piersią) albo w jego pożywieniu, jeśli już ma rozszerzaną dietę. Tymczasem przyczyna problemów ze skórą może wynikać po prostu ze stosowania nieodpowiednich kosmetyków i emolientów.

Alergia na składniki emolientów


Oczywiście każda skóra reaguje inaczej, dlatego nie chcę podawać tu nazw marek, które u nas się nie sprawdziły - możliwe, że u innych alergików będą się dobrze sprawdzać. Niemniej warto wiedzieć, które składniki emolientów mogą być szkodliwe dla naszej skóry - i takich produktów warto unikać. Trzeba pamiętać, że skóra niemowląt i małych dzieci, ale także skóra dorosłych atopików, ma delikatniejszą strukturę i pewne substancje wchodzące w skład kosmetyków mogą się wchłaniać do organizmu. Dysfunkcja bariery naskórka występująca u atopików sprawia, że ich skóra jest zwykle znacznie bardziej wrażliwa niż skóra zdrowych osób. Dodatkowo taka skóra może wchłaniać nawet 2 razy więcej szkodliwych składników z kosmetyków niż zdrowa skóra osoby dorosłej. Atopicy często stosują też emolienty i inne preparaty na większe powierzchnie skóry i częściej niż osoby zdrowe, dlatego tym bardziej powinni dbać o skład swoich kosmetyków. Powtarzana ekspozycja na niektóre składniki uczulające może prowadzić nawet do alergicznego kontaktowego zapalenia skóry. Zdarza się czasem, że początkowo kosmetyk nie uczula, a objawy pojawiają się dopiero po kilku dniach lub tygodniach od rozpoczęcia stosowania (np.  w postaci zaczerwienia, suchych placków na skórze lub różnego rodzaju zmian skórnych).

emolienty szkodliwe składniki

Dlatego tak ważny jest dobry wybór kosmetyków stosowanych u tych grup – niemowląt i małych dzieci oraz alergików czy atopików. Zatem - koniecznie czytajcie składy - bez tego nie da się obecnie wybrać kosmetyku.


Emolienty mogą zawierać następujące składniki, których moim zdaniem lepiej unikać:


Parabeny i inne konserwanty

Parabeny to konserwanty, które mimo wielu doniesień na temat ich szkodliwego działania nadal wchodzą w skład wielu kosmetyków, także niektórych emolientów. Mogą powodować alergie skórne czy pokrzywkę, wchłaniają się także przez skórę i mogą powodować niekorzystne skutki. Na szczęście niektóre firmy rezygnują z ich stosowania. Najczęściej w kosmetykach można spotkać methylparaben, ethylparaben, propylparaben, buthylparaben. Oprócz parabenów szkodliwe mogą być także inne konserwanty np. phenoxyetanol (fenoksyetanol) oraz methylisothiazolinone, który może wywoływać reakcje alergiczne. Niekorzystne są także związki, z których może powstawać formaldehyd, związek o działaniu toksycznym czyli tzw donory formaldehydu np. 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, diazolidinyl urea, DMDM hydantoin, bronopol.

Glikol polietylenowany (PEG ) i polipropylenowy (PPG)

Może mieć właściwości drażniące, stosowany do odtłuszczania, niewskazany do skóry alergików, która i tak często jest nieprawidłowo natłuszczona. Może powodować stany zapalne skóry oraz reakcje alergiczne. Obie te substancje mogą sprawiać, że skóra staje się jeszcze bardziej wrażliwa i podatna na inne alergeny.

Laurylosiarczan sodu - Sodium Lauryl Sulfate (SLS) i Sodium Laureth Sulfate (SLES)

Substancja pieniąca, bardzo powszechny w kosmetykach myjących, bardzo często też wywołuje reakcje uczulające i podrażnia skórę. Silnie wysuszają i naruszają strukturę lipidową naszej skóry Może także wchłaniać się przez skórę i wnikać do organizmu. SLS i pokrewny mu SLES wysuszają skórę, podrażniają i mogą też powodować świąd. Bardzo niewskazane dla alergików moim zdaniem. Ja bardzo unikam kosmetyków z tym składnikiem, wystarczy, że użyję odrobinę szamponu zawierające SLS i następnego dnia swędzi mnie strasznie głowa. U Aleksa jest jeszcze gorzej - zdarza się, że gdzieś poza domem umyje ręce jakimś mydłem w płynie z SLS i już po kilku godzinach pojawiają mu się wtedy czerwone krostki na rękach. Dlatego prawie zawsze wożę ze sobą małe mydło, żeby nie korzystać z mydeł w przypadkowych toaletach.

EDTA, tetrasodium EDTA

Może wchodzić w reakcje z innymi składnikami tworząc rakotwórcze związki.


Sztuczne barwniki i substancje zapachowe

Zdecydowanie powinno się ich unikać - kosmetyki dla alergika nie muszą pięknie pachnieć, najważniejsze żeby nie uczulały i dobrze pielęgnowały skórę. Składniki te mogą powodować reakcje alergiczne, w niektórych przypadkach nawet bardzo silne oraz podrażniać skórę. Mogą się ponadto wchłaniać do organizmu, a niektóre z nich są podejrzewane o działanie rakotwórcze.


Olej mineralny (mineral oil), paraffinum liquidum, ciekła parafina.

Parafina nie jest co prawda sama w sobie szkodliwa, nie wchłania się przez skórę i nie uczula, ale nie ma też żadnych właściwości pielęgnujących, w większości przypadków jest po prostu tanim wypełniaczem. Skóra po użyciu parafiny sprawia wrażenie gładkiej, wynika to z tego, że tworzy ona na skórze tłustą warstwę. Jednak skóra przykryta parafiną traci naturalny kontakt ze środowiskiem zewnętrznym, utrudniona jest wymiana gazów, pocenie się, nie mogą też wnikać do skóry składniki odżywcze i pielęgnujące. Zatykają się pory, a pod szczelną warstwą parafiny mogą namnażać się także beztlenowe bakterie. Podobne właściwości posiada inna pochodna ropy naftowej - wazelina (petrolatum, vaseline). Moim zdaniem kosmetyki z parafiną nie powinny stanowić podstawy pielęgnacji skóry alergika, jednak ich całkowicie nie skreślam i czasem stosuję preparaty zawierające parafinę, jeśli inne składniki danego produktu są OK.

Czytaj składy wszystkich emolientów

Pamiętajcie zatem, żeby dokładnie czytać składy i unikać tych składników, które mogą wywołać uczulenie i podrażnienie, pogorszenie objawów AZS lub pojawienie się kontaktowego zapalenia skóry. Pamiętajcie, że skóra dzieci do 3 lat oraz alergików jest szczególnie wrażliwa, wymaga dlatego specjalnego traktowania. Dodatkowo przez słabsza barierę łatwiej przenikają składniki kosmetyków, także te szkodliwe. Większa przepuszczalność wrażliwej skóry sprawia, że trzeba bardzo dokładnie analizować składy stosowanych kosmetyków. Moim zdaniem można stworzyć dobry, bezpieczny emolient, który nie będzie zawierał wymienionych składników, a jednocześnie będzie bardzo skuteczny. Zalety dobrych emolientów dla dzieci i alergików są bowiem niekwestionowane - działają kojąco na suchą skórę, natłuszczają, pomagają utrzymać nawilżenie skóry. Właściwie dobrane są zbawieniem dla skóry atopików, gdyż jej naturalna struktura jest zaburzona i wymaga specjalnej pielęgnacji. Dobrze dobrany emolient łagodzi podrażnienia, a regularnie stosowany sprawia, że skóra przestaje się przesuszać, jest gładsza i rzadziej dochodzi na niej do podrażnień spowodowanych przez inne czynniki. 
Zaglądajcie na bloga - wkrótce pojawi się wpis o bardzo fajnych emolientach, a może także konkurs :)

alergia na kosmetyki


Mały niejadek – 4 pomysły na poprawę apetytu

2 komentarze
Mały niejadek – 4 pomysły na poprawę apetytu
Aleks ogólnie ma dobry apetyt, chociaż oczywiście zdarzają się okresy że je mniej chętnie, szczególnie jak się gorzej czuje. Ogólnie jednak nie narzekam na jego apetyt, muszę nawet przyznać, że jak na małego alergika je całkiem dużo i chętnie. 

Jednak wiele małych dzieci ma problemy z apetytem, jedzą wybiórczo, niezbyt chętnie i rodzice (głównie mamy) szukają różnych sposobów na zachęcenie ich do jedzenia.


Czasem te sposoby są bardzo kreatywne, ale zwykle obejmują teatrzyki (latające "samoloty"), prośby (zjedz, bardzo Cię proszę, zrób to dla mamusi), obiecanki (jak zjesz to dostaniesz nowy samochód, lego, lalkę, lizaka…), wpędzanie w poczucie winy (jak nie zjesz to mamusi/cioci/pieskowi będzie smutno/przykro), a nawet szantaże (jak nie zjesz to nie dostaniesz prezentu na urodziny). To czasem pomaga i dziecko zjada kilka kęsów pod taką presją, ale na dłuższą metę takie metody tylko pogłębiają problem i każdy posiłek dziecka zamiast przyjemnością staje się katorgą i stresem – zarówno dla niego jak i dla rodzica. Dodatkowo tego typu rozmowy negatywnie wpływają na relację rodziców z dzieckiem.


dziecko niejadek sposoby

Moje doświadczenia jako niejadka

Ja osobiście byłam niejadkiem w dzieciństwie i pamiętam, że każda próba namawiania mnie do zjedzenia czegoś kończyła się ściskiem żołądka, a czasem nawet wymiotami. Było to dla mnie na tyle stresujące, że pamiętam te sytuacje do dziś, nawet niektóre konkretne posiłki. Wiem wiec, że namawianie do jedzenia może stanowić dla dziecka poważny stres, skoro ja pamiętam to nawet kilkadziesiąt (!) lat później. Byłam naprawdę strasznym niejadkiem, nie lubiłam jeść i jedzenie było dla mnie czymś, co mogłoby w ogóle nie istnieć. Jadłam 3-4 potrawy, wszelkie inne wzbudzały we mnie zdecydowaną niechęć. Współczuję mojej mamie, która na różne sposoby starała się przekonać mnie do jedzenia, niestety wszelkie jej próby były nieskuteczne. Natomiast pamiętam, że zawsze chętnie jadłam praktycznie wszystko poza domem – na wakacjach u cioci, na koloniach, czy nawet w szkole. Z czego to wynikało? Nikt mnie wtedy nie namawiał do jedzenia, bo nikomu nie zależało na tym żebym coś zjadła, tak jak mojej mamie. Nie było presji. I to jest właśnie według mnie najlepszy sposób na niejadka – brak jakiejkolwiek presji. Posiłek powinien być przyjemnością i zaspokajać głód. Atmosfera powinna być przyjazna, rodzice powinni jeść razem z dzieckiem, z apetytem i umożliwiać mu naturalne naśladowanie. Nie używajcie do niejadka słów w stylu „musisz to zjeść” „trzeba zjeść mięsko” „dokończ surówkę” czy nawet „spróbuj koniecznie”– nawet jeśli ton jest przyjazny i kierujemy się dobrem dziecka, to jednak taka presja negatywnie wpływa na skojarzenia z jedzeniem – nawet jeśli tym razem dziecko zje, to przy kolejnym posiłku wcale nie będzie jadło chętniej i błędne koło się będzie zamykać. Mali alergicy niestety mają często ograniczoną i monotonną dietę, częściej przez to mogą stawać się niejadkami, bo posiłki są mało urozmaicone.

Nasze sposoby na niejadka


Poniżej przedstawiam kilka moich obserwacji i sposobów na zachęcenie dziecka do zainteresowania się posiłkami i ich jedzeniem.

1. Małe porcje i estetyczny wygląd dania


Mała porcja nie przytłacza dziecka. Ważne jest także ładnie podane danie, dodatek kolorów, zabawne ułożenie elementów posiłku - wszystko to sprzyja uzyskaniu dobrych skojarzeń z posiłkami i lepszemu apetytowi. A jeśli danie mu posmakuje, warto mieć zarezerwowaną dokładkę. Dużym niejadkom można nawet nałożyć początkowo mikroskopijną porcję, jak „dla krasnoludka”. Rozbawione dziecko na pewno chętnie opróżni talerz i może okazać się, że następnym razem samo będzie chciało większą porcję niż krasnoludki. Także żywe kolory na talerzu mogą pozytywne wpłynąć na apetyt (jeśli dziecko nie lubi warzyw to pomocne mogą być popularne zabawne kanapki z warzywnymi buźkami itp.). A jeśli dziecko „nienawidzi” wszelkich warzyw, to można też je przemycać w różnych daniach typu zupy krem, kotlety warzywne, farsz do pierogów czy naleśników. Nawet jeśli dziecko ma alergię na wiele składników diety, to można przygotować te same produkty na różne sposoby, tak żeby posiłki nie były monotonne. Przykładowo jak Aleks był mały to jadł dużo batatów – starałam się przygotowywać je na różne sposoby – czasem była to zupa krem, czasem pieczone, w formie frytek, czasem jako składnik kotletów. Także popularna w diecie alergików kasza jaglana może być podawana na setki sposobów – jako budyń jaglany, ciasto jaglane, element farszu i wiele, wiele innych.

2. Swoboda przy stole


Małe dzieci nie muszą jeść jak przy królewskim stole – oczywiście można je uczyć kulturalnego jedzenia, ale u niejadków lepiej odpuścić wszelką presją związaną z posiłkami, także z formą ich spożywania, ponieważ to też może negatywnie wpływać na ich apetyt. Ciężko z przyjemnością jeść posiłek, gdy wciąż słyszymy uwagi odnośnie trzymania widelca, garbienia się czy mlaskania. Lekcje dobrych manier można za to prowadzić w formie zabawy przy udawanych posiłkach, np. w formie teatrzyku lalek, „obiadkach” z ciastoliny i innych zabaw. Nie należy też dziecka pospieszać przy jedzeniu – najlepiej jak będzie jadło w swoim tempie, nie podajemy posiłku niejadkowi, jeśli wiemy, że się spieszymy, bo nasz pośpiech i podenerwowanie nie będzie sprzyjało dobrej atmosferze przy posiłku.

3. Wpływ dziecka na menu


Dziecko powinno móc decydować o wyborze posiłków przynajmniej raz na kilka dni – można ustalić zasadę ze np. każdy członek rodziny codziennie wybiera danie, jakie chciałby zjeść. Można zachęcać go do wybierania dać z książek kucharskich. Dziecko zapewne chętnie się zaangażuje i będzie świadomie uczestniczyć w wyborze menu, może zacznie też eksperymentować. Świetnym pomysłem jest także wspólne gotowanie z dzieckiem, które pomagając przy niektórych czynnościach ma okazję bliżej zapoznać się z gotowaniem i nabrać apetytu uczestnicząc w przygotowaniach i wdychając zapachy. Przez jakiś czas warto też ulegać preferencjom dziecka, nawet jeśli je tylko spaghetti, to można je przecież przygotowywać dodając do niego różne warzywa, różne rodzaje mięs czy makaronów.


dziecko niejadek

4. Stałe pory jedzenia


Niewątpliwie regularne pory posiłków pozytywnie wpływają na apetyt. Wynika to głównie z fizjologicznych reakcji organizmu, który przyzwyczajony do określonej pory obiadu zaczyna wytwarzać wówczas więcej soków trawiennych, sprawiają one, że dziecko staje się po prostu głodne. Stałe pory powinny dotyczyć także przekąsek – nawet niewinne ciasteczko 20 minut przed obiadem może skutecznie osłabić apetyt dziecka – jego mózg dostaje sygnał, ze poziom glukozy jest odpowiednio wysoki i nie ma potrzeby spożywać teraz posiłku. I apetyt na zdrową zupkę znika. Przekąski najlepiej ograniczyć do pory drugiego śniadania i podwieczorku. W tym czasie warto wybrać zdrowe przekąski jak pokrojone warzywa, owoce, bakalie i położyć je na stole, tak żeby dziecko samo mogło sobie nakładać. Aleks bardzo lubi takie mini „szwedzkie” stoły i zjada wtedy bardziej różnorodne produkty, niż gdybym nałożyła mu je po prostu na talerz.

W niektórych przypadkach może być konieczna konsultacja z pediatrą, pamiętajcie, że niektóre choroby mogą powodować spadek apetytu. Natomiast jeśli o mnie chodzi, to mi apetyt wrócił (aż za dobrze) w nastoletnim wieku, wtedy zaczęłam jeść dużo, nawet więcej niż powinnam, i tak mi już zostało do dziś…

A jakie są Wasze obserwacje? Macie w domu małych niejadków czy wręcz przeciwnie? Piszcie w komentarzach :-)

pomysły dla niejadka

Poduszka dla alergika - jak wybrać?

8 komentarzy
Poduszka dla alergika - jak wybrać?
Alergia na roztocza wymaga stosowania w domu programu tzw. profilaktyki antyroztoczowej. O niektórych sprawach już pisałam (m.in. kwestie dotyczące materaca). Teraz chciałabym zwrócić uwagę na to, jaka poduszka jest dobra dla alergików i czym warto kierować się wybierając poduszkę dla osoby z alergią na roztocza kurzu domowego. U nas w domu alergię na roztocza (a precyzyjnie mówiąc - alergeny znajdujące się w mikroskopijnych odchodach roztoczy) mam tylko ja. Aleks na szczęście nie ma alergii na roztocza, ale ponieważ profilaktyka antyroztoczowa powinna objąć cały dom, to pościel Aleksa też spełnia takie same wymogi jak nasza. Zobaczcie zatem, jakie moim zdaniem kryteria powinna spełniać dobra poduszka alergika.


Jak wybrać poduszkę dla alergika?

Ja zwracam uwagę na kilka kwestii:
  • cała poduszka MUSI nadawać się do prania przynajmniej w 60ºC (taka temperatura niszczy roztocza)
  • poduszka powinna być wykonana z materiałów delikatnych dla skóry (wiele osób z alergią na roztocza ma także AZS, które może nasilać się w kontakcie ze sztucznymi lub barwionymi materiałami).
  • kolejna sprawa to tzw właściwości "antyalergiczne" - w praktyce oznacza to, że wypełnienie poduszki nie powinno przyciągać kurzu, stanowić pożywki dla grzybów, bakterii czy roztoczy, wskazane są materiały o właściwościach zniechęcających tych szkodliwych mieszkańców naszego łóżka.
  • poduszka powinna też „oddychać” czyli swobodnie przepuszczać powietrze, zapewniając dobry komfort snu.

poduszka alergia na roztocza

Jakie wypełnienie poduszki jest niewskazane przy alergii?

Nie polecam:

  • pierza i puchu (może uczulać, mogą gromadzić się w nim bakterie i roztocza, kwestie etyczne pozyskiwania tych materiałów, problemy z praniem)
  • wełny różnych zwierząt (ogólnie jako naturalny materiał ma dobre właściwości, ale może uczulać, pranie jest także problematyczne)
  • sztucznych materiałów kiepskiej jakości (nie oddychają, może pojawiać się wilgoć, zbijają się i poduszka szybko traci elastyczność)


Jakie wypełnienie poduszki jest polecane przy alergii?

Materiały naturalne

Wybór naturalnych wypełniaczy przyjaznych alergikom jest dość ograniczony - dla alergików może się dobrze sprawdzić:

  • naturalny lateks (pianka lateksowa), która nie gromadzi kurzu i roztoczy, oczywiście jeśli dana osoba nie ma uczulenia na lateks.
  • ciekawy jest także bambus (włókno bambusowe), które wydaje się być idealnym materiałem wypełniającym – nie uczula, jest miękki, elastyczny, dobrze odprowadza wilgoć i jest antystatyczny - odpycha więc kurz, dzięki czemu nie jest on gromadzony w poduszce.

Materiały syntetyczne

Natomiast ze sztucznych materiałów godne uwagi są po prostu zwykły poliester lub puch silikonowy, zwykle w postaci kulki silikonowej (powinien posiadać certyfikaty bezpieczeństwa). Poduszki z takim wypełnieniem można regularnie prać, nie wywołują alergii. Minusem jest jednak to, że mogą tracić swoją elastyczność.

Poszycie poduszki alergika


Czyli materiał, który otacza wypełnienie. Zazwyczaj jest syntetyczny lub bawełniany. Dla alergików zdecydowanie lepszy jest ten drugi - dobrze odprowadza wilgoć, oddycha, może być często prany, nie uczula. Godne uwagi są także poszycia z lnu (ale powinien być gładki, tak żeby nie podrażniał mechanicznie wrażliwej skóry alergika) lub droższego jedwabiu.


poduszka alergia

Na co jeszcze zwrócić uwagę wybierając poduszkę dla alergika?

Producenci starają się spełnić jak najwięcej oczekiwań klientów, wybór poduszek jest dlatego obecnie ogromny.
  • Zawartość dodatkowych składników np. aloesu - to ciekawy pomysł, szczególnie dla alergików, gdyż aloes posiada właściwości łagodzące dla skóry, a do tego działa antybakteryjnie.
  • Obecność włókien srebra – działają antybakteryjnie, mogą być szczególnie korzystne przy AZS
  • Certyfikaty – warto pytać sprzedawców o certyfikaty potwierdzające bezpieczeństwo stosowanych materiałów – lepiej zapłacić nieco drożej, niż kupić produkt zawierający szkodliwe pozostałości chemiczne lub po prostu niskiej jakości, który po pierwszym praniu będzie do wyrzucenia.

Poduszka z włóknami bambusa

Ostatnio testowaliśmy poduszkę ze sklepu Rysztof marki Hefel Pure Bamboo  Na tę firmę zwróciłam uwagę już jakiś czas temu, ponieważ produkty wyróżniały się zastosowaniem różnych ciekawych rozwiązań. Poduszka, którą testowałam wypełniona jest włóknem bambusowym (zewnętrzna komora) natomiast środek wypełniony jest włóknem silikonowym. Spodobała mi się też obecność suwaka, dzięki czemu można regulować ilość wypełnienia, ja wolę właśnie mniej wypełnione poduszki, więc to bardzo fajna funkcja. Poprzednią poduszkę musiałam niestety rozpruwać i potem zaszywać, więc ten suwak to świetne rozwiązanie. Puszek wyjęty z poduszki można wykorzystać np. do wykonania własnoręcznych maskotek (takim puszkiem wypełnia się pluszaki dla dzieci) i różnych prac plastycznych (świetnie naśladuje śnieg, chmurki w wyklejankach i nadaje pracom trójwymiarowy efekt). Po dopasowaniu wypełnienia do moich potrzeb poduszka sprawdziła się bardzo dobrze – jest wygodna i przytulna – a to kluczowa cecha dobrej poduszki :-)



poduszka z bambusa


Dla mnie ważne są oczywiście także cechy tej poduszki, które sprawiają, że jest ona przyjazna alergikom. Włókno bambusa ma bardzo dobre właściwości, dlatego dobrze się sprawdza w poduszkach dla alergików - naturalne właściwości antybakteryjne (ok 70% bakterii ginie w kontakcie z włóknami bambusowymi), możliwość prania, oddychanie i właściwości antystatyczne, które odpychają kurz i roztocze – mnie to przekonało. Producent zapewnia, że bambus pochodzi z ekologicznych plantacji, więc jego pozyskiwanie jest bezpieczne dla środowiska, a brak zawartości chemicznych środków sprawia, że jest to materiał przyjazny dla alergików. Z tej linii dostępne są także kołdry, także z bambusowym wypełnieniem – np. taka kołdra całoroczna.

Pokrowiec antyroztoczowy

Kupując poduszkę pamiętajcie też o zakupie pokrowca antyroztoczowego - umożliwia on zabezpieczenie przed wnikaniem roztoczy i innych alergenów do wnętrza poduszki. W ten sposób zyskujecie pewność, że Wasza poduszka nie stanie się siedliskiem alergenów.
no
no